To niemożliwe! Nie moje dziecko!

„To niemożliwe!”, „Nie moje dziecko!”, „Jak mógł mi to zrobić!” — od takich stwierdzeń zaczyna się w wielu rodzinach walka z używaniem narkotyków przez dziecko. Podkreślam: walka z używaniem narkotyków, a nie z dzieckiem. W późniejszym czasie następują zdarzenia, których scenariusze są podobne.

Z nienajgorszą sytuacją mamy do czynienia wówczas, gdy kontakt z substancjami psychoaktywnymi został wykryty przez dorosłych na początku eksperymentowania. Kiedy opadną pierwsze emocje, dochodzi do trudnej rozmowy — konfrontacji, której efektem ma być poszukiwanie odpowiedzi na tysiące pytań. Dlaczego dziecko użyło narkotyku? Czy ma jakieś problemy? Czy czegoś mu w życiu brakuje? Kto je do tego namówił? Jak mogliśmy nie zauważyć jego problemów? Pojawiają się oskarżenia wobec siebie i wobec dziecka. Podstawowym pytaniem jest — dlaczego? A młody człowiek poza argumentem „byłem ciekawy, było nudno, ktoś załatwił”, nie ma nic do powiedzenia. Rodzina próbuje wówczas poradzić sobie z kwestią narkotyków w życiu dziecka domowym sposobem. Dziecko zobowiązuje się, że już nigdy nie będzie próbować. Rodzice wzmagają kontrolę i ograniczają przywileje. Często w tym okresie jest wiele lęku, nerwowości, spada wzajemne zaufanie — a to bez wątpienia nie sprzyja rozwiązaniu problemu. Okazuje się na koniec, że z tą abstynencją nie tak znowu „różowo”, rodzice słabną w rygorach i…

Dlatego nie czekając na nowe trudniejsze sytuacje należy jak najszybciej doprowadzić do wizyty wszystkich członków rodziny u specjalisty.

Uzyskane porady, włączenie się do grup samopomocowych czy do innych form pomocy pozwoli przetrwać kryzys i ułożyć w nowy sposób relacje w rodzinie. Pod żadnym pozorem nie należy lekceważyć fazy eksperymentowania i uśpić własnej czujności.

Wielu rodziców ma wątpliwości i zastanawia się, czy wizyta w poradni nie jest przedwczesna, czy ich dziecko nie odczuje tego zbyt boleśnie, obrazi się, a nawet poczuje się skrzywdzone. Czy czekalibyśmy, gdyby sprawa dotyczyła wyrostka robaczkowego? Na pewno nie! Czekanie może skończyć się głębokim uzależnieniem syna czy córki, toteż dobrze pomyśleć w kategoriach zdrowia i bezpieczeństwa młodego człowieka. Lepiej, żeby dziecko nas przez chwilę nie lubiło, wyrażało pretensje o tak radykalne rozwiązania, niż miałoby się okazać, że przegapiliśmy coś istotnego. Wizyta w poradni to przede wszystkim wykluczenie uzależnienia, a nie przypisanie dziecku etykiety „narkoman”.

Zupełnie inaczej rzecz się przedstawia, gdy młodemu człowiekowi przez wiele miesięcy udaje się ukrywać używanie narkotyków i dopiero jakieś dramatyczne zdarzenie (np. interwencja policji) ujawni problem. W takim momencie zaczyna w domu dominować kompletna dezorientacja, strach i rozpaczliwe poszukiwanie pomocy. Co wówczas robi dziecko? Po pierwsze minimalizuje zagrożenie, zarzuca rodzicom „urojenia”, wysyła ich do psychiatry, odmawia współpracy, odmawia poddaniu się badaniu na obecność narkotyków w moczu. Czasem używa szantażu, że wyprowadzi się z domu, wykrzykuje twierdzenia „marihuana to zioło, wszyscy biorą, świat wygląda teraz inaczej, nic nie rozumiecie”. Próbuje wpędzić dorosłych w poczucie winy. Na propozycję wizyty u specjalisty odwołuje się do praw człowieka i konstytucji. Jeśli rodzinę łączą silne więzi, istnieje szansa na szybką wizytę w poradni. Natomiast gdy rodzina składa się z osób dawno nie rozmawiających ze sobą, żyjących obok siebie, sytuacja komplikuje się.

Bez udziału fachowców niemożliwe jest poradzenie sobie z narkotykami i ze zmienionym przez nie nastolatkiem, a odmowa wyrażana przez dziecko jest tym intensywniejsza, im staż w „braniu” jest dłuższy.

Jeśli nawet trudno namówić dziecko do wspólnej wizyty w poradni, warto zasięgnąć samodzielnie porady. Pozwoli to solidnie przygotować się do rozmowy, znaleźć argumenty, które nie będą domniemaniem czy przypuszczeniem, ale konkretnymi stwierdzonymi faktami, z którymi się nie dyskutuje. Trzeba wiedzieć, że czas działa na niekorzyść obu stron.

Sygnały ostrzegawcze, tj. symptomy towarzyszące używaniu narkotyków, opisywane wielokrotnie w publikacjach poradnikowych dla rodziców, mogą być mylone z zachowaniami wynikającymi z wieku rozwojowego. Dlatego my dorośli często minimalizujemy zagrożenie, staramy się usprawiedliwić lub wyprzeć sygnały niepokojące. Coraz częściej jednak, za sprawą szerokiej edukacji w tym zakresie, rodzice reagują szybko. Daje to gwarancję właściwego rozwiązania problemów całej rodziny.

Należy pamiętać, że grupą używającą substancji psychoaktywnych najczęściej jest młodzież nastoletnia, będąca w okresie dojrzewania. A jest to szczególny czas. Wtedy to młody człowiek zdobywa nowe przestrzenie własnej wolności. Poznaje normy inne niż rodzinne, spotyka nowych znajomych i rozpoczyna wielki test rodziców. Sprawdza, na ile uda się przeforsować pomysły na spędzanie wolnego czasu, jak „starzy” zareagują na późne powroty do domu, jakie będą konsekwencje niewywiązania się z wcześniejszych ustaleń. Próby łamania obowiązujących zasad dają informację, co jest możliwe, a co nie. A rodzice mają wiele ufności w to, że ich dziecko jest mądre, wiele razy przecież dawało tego dowód. Nawet w trudnych sytuacjach potrafiło zachować się odpowiedzialnie, po wielokroć wyrażało swój negatywny stosunek do narkotyków. Co zatem stało się w jego życiu, że doszło do takiej zmiany?

Warto wiedzieć także, że okres dojrzewania to czas przemożnego wpływu grupy rówieśniczej. To ona narzuca styl bycia, wpływa na sposób ubierania się i zainteresowania. Grupa wie lepiej niż rodzice, co „pomaga” pełniej żyć. A jeśli w grupie są osoby eksperymentujące z narkotykami (a dla nastolatka ważna jest identyfikacja z członkami grupy), najprawdopodobniej — pomimo wiedzy o zagrożeniach — podejmie ryzyko, by w tej grupie pozostać. Na ten aspekt życia dziecka należy więc mieć baczenie: wiedzieć, kim są jego przyjaciele, gdzie spędzają czas wolny od zajęć lekcyjnych, co jest dla nich ważne.

Warto także mieć również na uwadze sytuację szkolną naszego dziecka. Słabsze wyniki w nauce, spadek zainteresowania lekcjami, wzrost absencji, spóźnienia na pierwsze godziny zajęć tłumaczone są zmianą szkoły (gimnazjum, szkoła ponadgimnazjalna), trudnością w dostosowaniu się do wysokich wymagań szkoły. „A może nauczyciele nie lubią mojego dziecka?”.

Zastanowienia wymaga także nasze życie rodzinne. Jak wyglądają nasze domowe relacje, jak w naszym domu rozmawiamy, jakie wartości przekazujemy dziecku, jakie stawiamy wymagania (granice), jak nagradzamy i jakie stosujemy kary?

Kiedy w życiu młodego człowieka pojawiają się narkotyki, okazuje się, że zmienia się tak wiele. Urywają się niedawne wspólne wypady poza miasto, wspólne posiłki przy stole, rozmowy o sprawach małych i dużych, o przyjaciołach. Dziecko odsuwa się od rodziców, nie chce informować dokąd i z kim idzie. Tracimy z nim kontakt. Na pytania odpowiada półsłówkami. Po lekcjach (jeśli w ogóle wraca do domu) przemyka do swojego pokoju, gdzie za zamkniętymi drzwiami spędza czas, słuchając przez wiele godzin trudnej dla rodziców muzyki.

„Odzyskiwanie” dziecka to proces długi i trudny, ale przy udziale wszystkich członków rodziny możliwy do zrealizowania.

Zaczynamy więc budować motywację do trzeźwości.

Warunkiem niezbędnym jest odstawienie narkotyków — chociaż to zaledwie „uwertura do opery”. Samo „niebranie” nie wystarcza. Trzeba także dać coś w zamian — wypełnić czas, nie tylko obowiązkami, ale także zajęciami akceptowanymi przez młodego człowieka. Trzeba zapewnić kontakty z ludźmi (można ich znaleźć w poradniach, punktach konsultacyjnych), którzy pomogą w rozwiązywaniu codziennych trudności. Trzeba każdego dnia okazywać zainteresowanie i pozwolić dziecku udowodnić, że narkotyki to tylko epizod. Pamiętajmy, że kontakt z narkotykami nie oznacza zawsze uzależnienia. Jeśli uda się nam być konsekwentnymi, współpracować ze specjalistami, doskonalić swoje umiejętności wychowawcze, konstruktywnie rozwiązywać własne problemy, okazywać mądrze rodzicielską miłość, doceniać starania dziecka, negocjować, słuchać, co dziecko ma do powiedzenia, ale jednocześnie nie zgadzać się pod żadnym pozorem na narkotyki — pewnie do sukcesu będzie bliżej.