Sedno tkwi w komunikacji

Akty komunikacyjne dokonują się niemal bezustannie, czy to podczas interakcji z innymi ludźmi, czy w formie zewnętrznych i wewnętrznych monologów, jakie prowadzi każdy z nas. Większość naszych działań jest komunikatem, który może być interpretowany na różne sposoby, w zależności od tego, kto jest jego odbiorcą. Czy np. podróżny czytający gazetę w przedziale pociągu informuje nas wyłącznie o tym, że jest zapalonym czytelnikiem prasy? A może, tworząc „gazeciany mur”, chce nam również przekazać, że nie ma ochoty wdawać się w dyskusje…

O doniosłej roli, jaką pełni międzyludzka komunikacja, świadczyć może chociażby dość nieludzki eksperyment, jaki został przeprowadzony w średniowieczu przez cesarza Niemiec i Królestwa Sycylii Friedricha II. Wpadł on mianowicie na makabryczny pomysł, by kilkoro z nowo narodzonych dzieci odizolować prawie zupełnie od otoczenia, zaspokajając wyłącznie ich najbardziej podstawowe potrzeby z punktu widzenia czysto biologicznego funkcjonowania. Noworodki te były zatem regularnie karmione, przewijane, myte, jednak czynności te wykonywane były w całkowicie mechaniczny sposób. Nikt do nich nie przemawiał, nie dotykał, nie tulił – komunikacja ograniczona została do niezbędnego minimum. Okazało się, że dzieci te żyły bardzo krótko, co dobitnie wskazuje na to, iż wzajemne interakcje konieczne są dla ludzkiego przetrwania, a ich brak wiąże się z poważnym ograniczeniem, a nawet uniemożliwieniem życia1). Niebagatelny wpływ na stosowane przez nas formy komunikowania się, ale i sposoby odbioru wysyłanych nam komunikatów, ma przyjęta przez nas wizja rzeczywistości.

Poznanie a komunikacja

Zakładając, że poznanie świata determinowane jest wewnętrzną, biologiczną strukturą organizmu człowieka, musimy dojść do wniosku, że w przypadku każdego z nas będzie ono przedstawiało się w zgoła inny sposób. O ile bowiem sposób odbioru bodźców pochodzących z wewnątrz i z zewnątrz organizmu (a więc doświadczanie wrażeń) będzie względnie zbliżony u różnych ludzi (ze względu na stałą budowę i schemat funkcjonowania narządów zmysłów), o tyle już sposoby percepcji (spostrzegania) tych bodźców mogą różnić się od siebie, czasem nawet dość znacząco. Rzeczywistość postrzegana przez różne osoby nigdy nie będzie jednakowa w kontekście znaczenia, nikt z nas nie jest więc w stanie opisać jej w sposób obiektywny. Nie istnieje jedna prawdziwa i właściwa wersja świata, istnieje raczej nieskończona ich liczba, zależna od naszych subiektywnych doświadczeń zmagazynowanych w pamięci, od naszych emocji czy aktualnych motywacji. Określona rzeczywistość powstaje w umysłach osób ją tworzących, w związku z czym również pojęcie prawdy i fałszu traci rację bytu. Kto bowiem ma prawo rozstrzygać czy wizja świata jednego człowieka jest bardziej prawidłowa od wizji innego? Większy sens ma raczej zastąpienie kategorii prawdy i fałszu kategorią użyteczności. Funkcjonując społecznie ludzie dokonują jednak raczej uproszczeń, uznając z reguły, że właściwe i rzeczywiste jest to co powszechne, a więc zbiorowe. Jak się to wszystko ma do wzajemnej komunikacji? Jeżeli każdy z nas tworzy sobie swój własny świat, a dodatkowo nasze wewnętrzne światy są niedostępne dla innych osób (nikt nie jest raczej w stanie przeniknąć do naszego umysłu, by je poznać), komunikacja staje się niezwykle trudnym wyzwaniem. Nigdy nie wiemy bowiem, czy to, co komunikuje nam nadawca, interpretujemy zgodnie z jego intencjami, czy raczej dopasowujemy jego komunikat do naszego indywidualnego postrzegania rzeczywistości.

Nowy model komunikacji

Powszechnie znany schemat procesu komunikacji obejmujący z reguły: nadawcę, odbiorcę i komunikat, ewentualnie szumy komunikacyjne i sprzężenie zwrotne – wydaje się niewystarczający. Bardziej przydatny dla potrzeb rozumienia źródeł różnego rodzaju zaburzeń jest model komunikacyjny. Składa się on z takich elementów, jak:

  • komunikat – świadomie, bądź też nieświadomie przekazywana przez nadawcę wiadomość (w różnorodnej formie – zarówno werbalnej, ale również poprzez określone gesty, tempo i ton głosu itp.),
  • doświadczenie – odebranie informacji (niekoniecznie w sposób świadomy) przez osobę, do której była adresowana przy użyciu różnorodnych kanałów sensorycznych (oczy, uszy, nos itp.),
  • wniosek – uświadomiony (bądź też nie) sposób zrozumienia znaczenia przekazu przez jego odbiorcę,
  • uogólnienie – sposób, w jaki odbiorca komunikatu wiąże go z tym, czego dotychczas doświadczył; od sposobu, w jaki odbiorca odczytał dany komunikat i jego wpływu na myślenie i reagowanie odbiorcy, zależy jego wykorzystanie w teraźniejszości, a z reguły i w przyszłości,
  • reakcja – forma, w jakiej odbiorca zareaguje na nadany do niego przekaz (może być nią np. przekazanie innego komunikatu jako odpowiedzi).

Należy mieć oczywiście na uwadze, iż przedstawione elementy procesu komunikacji nigdy nie będą przebiegały sztywno według ustalonej kolejności, ale będą w naturalny sposób nakładały się na siebie2). Ich wyodrębnienie w sposób niezależny od siebie ma jedynie na celu uzmysłowienie, na czym dokładnie polega specyfika wzajemnych interakcji. Staje się to niezwykle cenne, zwłaszcza, kiedy nasze rozważania skierujemy ku zakłóceniom komunikacyjnym i wynikającym z nich problemom.

Zaburzenia w kontekście niewłaściwej komunikacji

Twórcy podejścia komunikacyjnego w terapii rodzin zakładają, że wszelkie cierpienie, jakie dotyka poszczególnych członków systemu rodzinnego (od całkiem błahych problemów, jak przejściowe stany depresyjne, po sprawy wyższe rangą, jak poważne zaburzenia psychiczne), są efektem niedomagań w procesie wzajemnej komunikacji. Ujmując rzecz w dość lapidarny sposób, można powiedzieć, że pewne mocno utrwalone w rodzinach niewłaściwe wzorce komunikacyjne skutkują tym, iż w rodzinach tych zaczynają się manifestować zachowania symptomatyczne. Wszelkiego rodzaju przekazy podlegają oczywiście zasadzie sprzężenia zwrotnego, co oznacza, że wszyscy uczestnicy procesu komunikacyjnego wpływają na siebie nawzajem i ich zachowań nie sposób rozdzielić. Istotną kwestię we wzajemnych interakcjach stanowi również kontekst, w jakim się one odbywają. Od niego bowiem uzależnione są określone wypowiedzi oraz zachowania (przykładowo kontekst pogrzebu wyklucza przybycie nań w stroju karnawałowym i śmianie się do rozpuku). Znaczącą rolę odgrywa także tzw. metakontekst, będący swoistym „kontekstem kontekstu”, informujący o kwestiach niewyrażanych otwarcie i niedostępnych na pierwszy rzut oka3). Czasami bywa, iż trudno wyjaśnić pewne niezrozumiałe sytuacje odwołując się wyłącznie do kontekstu (np. dlaczego osoba lecząca się z powodu jakichś dolegliwości, wydaje się nie wykazywać chęci współpracy lub też nie odnotowuje pozytywnych efektów leczenia, mimo, iż należałoby się tego spodziewać?) i wówczas trzeba sięgnąć do wiedzy ukrytej „pod powierzchnią” (być może status osoby chorej przynosi jej jakieś korzyści?).

Cechy wadliwego przekazu

Treść problemu, jaki dotyka rodzinę, ma bez wątpienia pewne znaczenie przy poszukiwaniu środków zaradczych. Niemniej jednak istotną kwestią jest nie tylko to, o czym, ale w jaki sposób rodzina komunikuje się pomiędzy sobą. Jeżeli każdy z nas posiada swoją wewnętrzną wizję rzeczywistości, wówczas by proces komunikacji był efektywny, nasze przekazy muszą być niezwykle przejrzyste dla odbiorcy. Innymi słowy, jeśli chcemy, by osoba wchodząca z nami w interakcję odebrała nasz komunikat w sposób zbliżony do naszego jego rozumienia, wówczas musimy go na wszelkie sposoby uszczegółowić. W przeciwnym razie grozi nam, iż partner interakcji będzie próbował domyślać się, o co nam naprawdę chodzi, a może się zdarzyć, że nie trafi w sedno. Virginia Satir uważa, że aby komunikować się w sposób jasny, należy dać innym ludziom znać o tym, co rozgrywa się w naszym wnętrzu. Musimy im zatem przekazać: jakie mamy wobec nich oczekiwania, jaka jest nasza interpretacja ich zachowań, czego zdołaliśmy się nauczyć lub wydaje nam się, że wiemy, jakie zachowania aprobujemy, a jakie nie, jakie są nasze intencje, w jaki sposób widzimy innych4). Osoby, które nie stosują się do wymienionych zasad, zaczynają posługiwać się tzw. kalibrowaną komunikacją, która opiera się przede wszystkim na czytaniu w myślach i złożonej równoważności. Jak to dokładnie wygląda w praktyce? Człowiek, który czyta w myślach, przyjmuje założenie, że wie, jakie są przeżycia drugiego człowieka, pomimo tego, iż ten go o nich bezpośrednio nie informuje. Stosując równocześnie wzorzec złożonej równoważności, osoba taka łączy odczytane przez siebie przeżycia z określonym doświadczeniem właściwym tylko jej wizji świata5). Przykładowo żona może z całą pewnością założyć, że gdy mąż w rozmowie z nią kręci przecząco głową, wówczas jest nią rozczarowany. Rzecz jasna może to być całkowicie chybione stwierdzenie, które będzie miało wpływ na dalszą komunikację. Kalibrowana komunikacja związana jest w dużym stopniu z naszym indywidualnym obrazem otaczającej nas rzeczywistości. Można wyodrębnić trzy zasadnicze reguły, wedle których człowiek modeluje wszelkie zachowania, tworząc własną mapę świata. Należą do nich usuwanie, zniekształcanie oraz uogólnianie. Podczas usuwania człowiek zwraca uwagę tylko na pewne wybrane części otoczenia, inne zaś pomija, zniekształcając – tworzy obiekty dwuwymiarowe, natomiast kiedy uogólnia – mechanicznie przekłada dawne doświadczenia na nowe6). Warto również zwrócić uwagę na to, iż każdy przekaz zawiera w sobie przynajmniej dwa poziomy: denotacji – mówiący o jego dosłownym znaczeniu (strona treściowa) oraz metakomunikacyjny – określający relację pomiędzy uczestnikami interakcji. Metakomunikat jest informacją o informacji i dostarcza nam wiedzy o tym, w jaki sposób nadawca komunikatu postrzega siebie, swego partnera interakcji oraz o tym, jak rozumie, że ten partner postrzega jego7). Niebezpieczeństwo pojawia się wówczas, kiedy po zestawieniu ze sobą werbalnych i niewerbalnych komunikatów (przy uwzględnieniu kontekstu) oraz strony treściowej przekazu, wydają się nie pasować do siebie nawzajem. Tworzy się wówczas niespójna komunikacja, którą zdezorientowany odbiorca musi sobie w jakiś sposób wytłumaczyć, aby następnie jakoś na to zareagować8). Obrazując to w możliwie najprostszy sposób – dziecko musi wybrać i przyjąć jedną ze sprzecznych informacji, składających się na komunikację własnej matki, mówiącej mu zirytowanym głosem, że je kocha, jednocześnie odpychając je od siebie. O wyborze jednej z dróg rozumienia zadecydować może tzw. system reprezentacji, który będzie dominował u dziecka. Każdy człowiek może sobie bowiem przedstawiać różne doświadczenia kierując się np. wrażeniami słuchowymi, wzrokowymi, wrażeniami docierającymi z ciała – odczuciami itp. Najczęściej więc używany system reprezentacji (słuchowy, wzrokowy, kinestetyczny itp.) może wpłynąć na to, jak odbiorca zrozumie przekaz wysyłany przez nadawcę9).

Konkretne błędy językowe

Posiadanie wiedzy o istocie zakłóceń komunikacyjnych rodzi pokusę wykorzystania jej w celu ulepszania wzajemnych interakcji. Podjęcie tego rodzaju próby wymaga jednak jeszcze dogłębniejszego wniknięcia w temat rozważań. Naturalną sprawą jest to, że człowiek komunikując się po kilkanaście godzin na dobę (wyłączając czas snu), robi to w tak mechaniczny sposób, iż zwykle nie uświadamia sobie nawet, że może to czynić niefunkcjonalnie. Stosunkowo dziwne byłoby, gdyby ludzie dokonywali analizy własnych komunikatów w celu sprawdzenia, czy są one formułowane w sposób prawidłowy.

Jakie więc są najczęściej popełniane przez ludzi błędy językowe? Często ludzie posługują się w swoich wypowiedziach tzw. nominalizacjami, co oznacza, że przy opisywaniu aktywnych części przeżyć używają słów stosowanych do określania doświadczeń statycznych10). Mogą np. powiedzieć, iż „widzą w tym wiele złości”, zamiast zakomunikować, że „ojciec się złości”. Pierwsze stwierdzenie ujmowane jest jako pewien trwały stan i zawęża pole rozumienia i działania, drugie z kolei jako pewien proces, który można modyfikować, a także rozszerzać jego zakres (możemy zapytać: kto się złości?, na kogo?, co sprawia, że się złości? itp.). Stosowanie nominalizacji często prowadzi do tego, iż drugi z uczestników komunikacji zaczyna czytać w myślach.

Osoby, które komunikują się niefunkcjonalnie, dokonują również nierzadko generalizacji. Mogą to czynić w różnorodnych formach, np.: mówiąc w bardzo nieprecyzyjny sposób o tym, co, kto, gdzie, kiedy („Wszystkie kobiety są złe”, „To zawsze tak wygląda”, „Nigdy nie będzie inaczej” itd.), będąc pewni, iż inni mają takie same myśli, odczucia, spostrzeżenia, jak oni sami („Jak możesz ją tolerować!”, „Ona, rzecz jasna, wolałaby iść na spacer.” itd.), robiąc założenia, iż to, co widzą lub oceniają, jest niezmienne („On zawsze zachowuje się w ten sposób”, „Życie po prostu jest podłe” itd.), uważając, że dokonując ocen, spostrzeżeń lub sądów, mogą wybierać tylko pomiędzy dwiema możliwościami – kategoryzują na zasadzie czarne-białe („Ona albo go lubi, albo nie”, „Albo zrobisz to ze mną, albo cię znienawidzę.”, itd.) itd.11)

Ludzie, porozumiewający się w nieprawidłowy sposób, często posługują się także rzeczownikami pozbawionymi wskaźników odniesienia do konkretnych elementów własnego doświadczenia (np. mówiąc „Dostrzegam zmianę” – w kim? w czym?) oraz używają mało precyzyjnych czasowników (np. „Chwyciłem moją żonę” zamiast „Objąłem moją żonę” itp.)12).

Na wadliwość procesu komunikacyjnego, a tym samym zakłócenie jego przebiegu wpływa również stosowanie niepełnych przekazów, co może odbywać się na kilka sposobów.

Niektóre osoby nie kończą zdań, gdyż wychodzą z założenia, że inni zrobią to za nich („Nie warto się nad tym rozdrabniać…, no sam wiesz, to oczywiste”, „Ach, ona jest taka…, szkoda gadać” itd.). Bywa również, iż używają zaimków w bardzo nieczytelnej formie („Odszedł, a ona natychmiast zaczęła płakać” – kto odszedł?, dokąd?, kto zaczął płakać?, z jakiego powodu?). Zdarza się także, że pozbywają się z komunikatów całych fragmentów (Matka do córki: „Przepraszam, że nie ugotowałam dziś dla ciebie obiadu, ale musiałam zostać dłużej w pracy i nie zdążyłam”, Córka: „W porządku mamo, skończyliśmy dzisiaj wcześniej lekcje” – kompletny przekaz zawierałby stwierdzenie, że lekcje skończyły się wcześniej i córka udała się z paczką znajomych do pobliskiej knajpki, gdzie za pieniądze otrzymane od matki kupiła sobie zapiekankę, w związku z czym nie jest głodna i nie jest problemem, iż matka nie zdążyła ugotować obiadu) albo też w ogóle nie wysyłają komunikatów zachowując się jednocześnie tak, jak gdyby to uczynili, np. żona złości się, że mąż nie pomaga jej w porządkach, chociaż wcale go o to wcześniej nie prosiła13).

Reasumując, można powiedzieć, że uczestnicy wzajemnych interakcji, „bawiąc się” ze sobą na różne sposoby w „zgaduj zgadulę” i czytając w myślach drugiej osoby niczym wróżka w kryształowej kuli, narażają się na to, że swą nieprzejrzystą komunikacją sprowokują prędzej czy później, mniejsze bądź większe problemy.

Zasadniczo każda rodzina, której członek, bądź członkowie, manifestują określone zachowania symptomatyczne, podlega pewnym charakterystycznym, niewłaściwym regułom komunikacyjnym. Nie zawsze oczywiście symptomy oznaczają bardzo poważne kłopoty, jakimi są np. zaburzenia psychiczne, czasem problem objawia się choćby w wzmożonej konfliktowości i niemożności dojścia do porozumienia pomiędzy określonymi członkami rodziny. Warto zatem mieć świadomość, jaką moc oddziaływania posiada w sobie ów składnik naszego życia, jakim jest proces wzajemnej komunikacji. Nie chodzi tylko o to, by jedynie porozumiewać się pomiędzy sobą, aby zapewnić sobie przetrwanie. Ważne jest to, by dzięki prawidłowemu spożytkowaniu tego niezbędnego narzędzia ułatwiać sobie egzystencję i nadawać jej coraz lepszą jakość.

Autorka jest pedagogiem społecznym i resocjalizacyjnym oraz studentką studiów psychologicznych. Jej zainteresowania skupiają się w dużej mierze wokół tematyki dotyczącej rodziny. Obecnie jest w procesie certyfikowania się w specjalności doradcy i terapeuty systemowego.

Opublikowano za zgodą ETOH Fundacji Rozwoju Profilaktyki, Edukacji i Terapii Problemów Alkoholowych.
Publikacja pierwotna: miesięcznik „Remedium” nr 7/2012.

Przypisy   [ + ]

1. W. Walker, Przygoda z komunikacją, tłum. J. Mańkowska, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2001, s. 72.
2. R. Bandler, J. Grinder, V. Satir, Zmieniamy się wraz z rodzinami, tłum. D. Golec, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2001, s. 75.
3. B. de Barbaro (red.), Wprowadzenie do systemowego rozumienia rodziny, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1999, s. 58-59.
4. V. Satir, Terapia rodziny, tłum. O. Waśkiewicz, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2000, s. 94.
5. R. Bandler, J. Grinder, V. Satir, wyd.cyt., s. 34-35.
6. Tamże, s. 40-41.
7. B. de Barbaro (red.), wyd. cyt., s. 60.
8. V. Satir, wyd. cyt., s. 108.
9. R. Bandler, J. Grinder, V. Satir, wyd. cyt., s. 41-43.
10. Tamże, s. 29.
11. V. Satir, wyd. cyt., s. 96-97.
12. R. Bandler, J. Grinder, V. Satir, wyd. cyt., s. 27-28.
13. V. Satir, wyd. cyt., s. 101-102.