Ryba, wędka i… coś jeszcze

„Sam bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie” – słowa Mahatmy Gandhiego są mottem dla wielu ludzi określanych mianem „społeczników” czy „naprawiaczy świata”. Pasują też do ks. Jacka Stryczka, który w prowadzonym przez siebie od ponad dziesięciu lat Stowarzyszeniu WIOSNA zainicjował program Akademia Przyszłości.

To co robi wraz z zespołem młodych ludzi, dla których jest mentorem i przewodnikiem wskazuje, że nie koncentruje się na tym, jak świat mógłby lub powinien wyglądać, lecz stara się go zmieniać. I zdaje się mówić swoim najbliższym współpracownikom: Nie rozglądajcie się i nie czekajcie aż ktoś inny podejmie wyzwanie, nie licytujcie się, kto pierwszy powinien zająć się tym czy tamtym. Po prostu bierzcie się do roboty.

9-letnia Wika, uczy się w jednej z krakowskich szkół podstawowych. Jest w Akademii Przyszłości od ponad roku. Gdy pytam, co robi podczas spotkań z wolontariuszką Agatą odpowiada jednym tchem: Odrabiam zadania, gramy w różne gry, a dziś dostałam od Pani Agaty sówkę, czyli symbol mądrości. Najczęściej się uczymy, ale też rozmawiamy o tym, co w szkole, jaki miałam dzień. Czy umiałaby wytłumaczyć innym dzieciom czym jest Akademia? Oczywiście. Akademia to takie coś, że mogę się uczyć, dowiadywać nowych rzeczy i lepiej sobie radzić w szkole. To jest coś zupełnie innego niż lekcje.. Jest cicho, spokojnie, jest tylko Pani Agata i ja. Gabi ma także 9 lat. To również jej drugi rok w Akademii. Lubi spotkania z wolontariuszką, ponieważ: (…) nie ma książek. Jest ciekawie. To trochę nauka a trochę zabawa. Nie nudzę się, za każdym razem jest trochę inaczej. Pani Kasia jest spokojna, uśmiechnięta, nie krzyczy i cieszy się, kiedy coś mi się uda. Zawsze czekam na spotkanie z nią. Ich rówieśnik z Mysłowic mówi: Dzięki Akademii jestem pewniejszy siebie i wiem, że mogę więcej, a 9-letnia koleżanka z Lublina swój czas w Akademii podsumowuje krótko: Zmieniło się moje życie.

Wszyscy zanim trafili do programu nie radzili sobie w szkole, mieli problemy z poczuciem własnej wartości, kontaktami rówieśniczymi, brakowało im uwagi rodziców, którzy borykali się z codziennością – trudnościami finansowymi, utrzymaniem licznej rodziny, kłopotami zdrowotnymi, czasem także uzależnieniami. Myśleli i mówili, jak 9-letnia Julia, że: Dorosłym nie można ufać albo odpowiadali jak 11-letni Patryk: Kim chciałbym zostać? Nikim… No bo kim?

Krok po kroku

Do siedziby Akademii Przyszłości w Krakowie przyjeżdżam w drugiej połowie listopada. Poznaję grupę młodych ludzi, którzy całkiem niedawno skończyli studia, niektórzy jeszcze się uczą. Agnieszka Grzechnik ma 24 lata, studiowała zarządzanie w sektorze publicznym, w Akademii jest menedżerem ds. systemowych. Basia Stachowicz ma 23 lata, ukończyła licencjat z filologii klasycznej, jest młodszym specjalistą ds. PR. Ewa Skrudlik -26 lat, jest psychologiem, pracuje jako koordynator ds. szkoleń, Jacek Mech – 25 lat, z wykształcenia politolog, pełni funkcję koordynatora regionalnego programu, a 30-letnia Kasia Triantafelo, biolog i absolwentka marketingu jest szefem pionu PR, dba na co dzień o wizerunek Akademii.

Ich droga do Akademii była podobna. Zetknęłam się z wolontariatem już na drugim roku studiów i przyznam, że moja motywacja może wydać się zaskakująca, ale nie przepadałam wtedy za dziećmi – mówi Basia Stachowicz. – Raczej drażniły mnie, nie wiedziałam, jak z nimi rozmawiać, jak się bawić. Chciałam to przełamać. Na mojej uczelni, natknęłam się na plakat zachęcający do pracy w charakterze wolontariusza na rzecz Akademii Przyszłości, poszłam na rekrutację, skończyłam szkolenie. Przez dwa lata byłam wolontariuszką w Lublinie (…) potem zaproponowano mi staż w dziale centralnym PR Stowarzyszenia WIOSNA, a następnie stałą pracę w Akademii, w tym samym dziale. Szymon Wilczyński trafił do Akademii przypadkowo, dzięki ogłoszeniu, które znalazła jego dziewczyna – Ania, obecnie żona, zachęcającemu studentów do pracy wolontariackiej. Planował w przyszłości zostać nauczycielem i takie doświadczenie – dające możliwość pracy z dzieckiem – wydawało mu się cenne. Decyzja nie zabrała mu wiele czasu. Anna Wilczyńska studiowała psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim i w którymś momencie zaczęła mieć poczucie, że porusza się tylko w świecie teorii. Brakowało jej żywego człowieka, spotkania z osobą, dla której jej umiejętności i wiedza mogłyby okazać się przydatne. Natknęła się na ogłoszenie dotyczące naboru wolontariuszy do programu Akademii Przyszłości. Pojawiła się na szkoleniu prowadzonym przez ówczesną szefową Akademii Annę Żaczek. Był rok 2005. Zaczęła od wolontariatu i tak krok po kroku, szczebel po szczebelku dochodziła do funkcji, którą pełni w Akademii dzisiaj – jest dyrektorem projektu.

Wyjątkiem jest Ania Siudut – psycholog, psychoterapeutka Gestalt. Jestem jednym z kilku nabytków centralnej Akademii, które pochodzą z zewnętrznej rekrutacji. Planowałam przeprowadzkę do Warszawy, a WIOSNA mnie zatrzymała. Zobaczyłam ogłoszenie i miałam myśl: to praca dla mnie! Napisała list motywacyjny, choć nie było to wymagane i już wtedy poczuła, że jest jakieś wzajemne przyciąganie. Samo pisanie było dla niej ogromnie poruszające, bo nie musiała się silić na żadne autoprezentacje. Po prostu napisałam, co jest dla mnie ważne, w co wierzę i jak pracuję. A potem wydarzyło się magiczne spotkanie rekrutacyjne – wspomina. Trwało znacznie dłużej niż planowano i choć byłam jednym z wielu kandydatów – wiedziałam, że to miłość wzajemna i że będziemy razem pracować. Teraz koordynuje merytorycznie cały pion Akademii zajmujący się rozwojem i szkoleniami.

Ekipa Akademii, jak o sobie mówią, pracuje dziś w ładnej, nowoczesnej siedzibie, intensywnie współpracuje z mediami, ma do dyspozycji call center, by kontaktować się w wolontariuszami, ale początki wyglądały zupełnie inaczej. Anna Żaczek – wiceprezes Stowarzyszenia WIOSNA i dyrektor ds. personalnych jest jednym z najbardziej doświadczonych pracowników w organizacji. W roku 2000 była na czwartym roku studiów. Jej przyjaciele z Duszpasterstwa Akademickiego działającego przy Kościele Św. Anny w Krakowie, tak jak ona, kończyli studia. Chcieli przełożyć ideały, którymi żyli w Duszpasterstwie na działania społeczne. Powstała Wspólnota Indywidualności Otwartych, Szkoła Nowej Aranżacji – WIOSNA. Byłam w tej grupie i pamiętam, że szybko zrodził się pomysł przekształcenia jej we wspólnotę świecką. Tak doszło do formalnego stworzenia Stowarzyszenia WIOSNA – wspomina Anna Żaczek. Zaczęli od akcji „Twarzą w twarz” w roku 2001, w ramach której przekazali paczki świąteczne dla 30 rodzin. Z czasem przekształciła się ona w projekt znany dziś pod hasłem Szlachetna Paczka. Nie mieliśmy biura, Internetu, telefonu, pieniędzy… Dopiero z czasem zaczęliśmy „stawać na nogi”, pojawiła się pierwsza siedziba, telefony, komputer – wspomina.

W roku 2004 Anna Żaczek pracowała jako polonistka w szkole. Wtedy WIOSNA zaczęła uruchamiać pierwsze projekty dla dzieci. Powstało centrum korepetycyjne, zaczęli pojawiać się pierwsi wolontariusze, uruchomiono pierwsze działania dla dzieci pod hasłem: Podaruj mi czas oraz program: Podzielmy się wiedzą. Te działania wymagały dobrej organizacji i koordynacji, bez dobrego zarządzania zaczynały się rozsypywać, sama motywacja i energia już nie wystarczały, choć niewątpliwie były cenne. Właśnie wtedy zostałam zaproszona na spotkanie przez ks. Jacka Stryczka i usłyszałam: „Anka, zrób coś z tym”. Ogarnij to. Miałam już doświadczenie pracy w szkole, własne przemyślenia. Praca w tzw. zespołach wyrównawczych w szkole pokazała jej jak trudne są emocje dzieci kierowanych na takie zajęcia: wstyd, skrępowanie, zagubienie. Wiedziała, że potrzebują skupienia na nich uwagi, zobaczenia ich jako odrębnych osób – z ich potrzebami, zasobami i trudnościami. Zaczęła organizować szkolenia dla wolontariuszy przygotowujące ich do pracy w indywidualnym kontakcie z dziećmi. Pierwsza refleksja, jaka pojawiła się w mojej głowie dotyczyła wprowadzenia do pracy z dziećmi standardu „jeden na jeden”- mówi Anna Żaczek. Ta reguła indywidualnej pracy i kontaktu z dzieckiem stała się podstawowym standardem Akademii Przyszłości. W roku 2006 podjęła decyzję, że spróbuje połączyć pracę w szkole i w Akademii. To był czas ciężkiej pracy, ale i zbierania pierwszych owoców. Udało się zbudować sieć liderów Akademii, powstał Elementarz Akademii zawierający sześć zasad, na których opiera się jej praca, uformowała się grupa ponad 100 wolontariuszy, do Akademii dołączały kolejne miasta.

W trójkącie wsparcia

Ksiądz Jacek Stryczek – szef Stowarzyszenia WIOSNA i główny pomysłodawca Akademii Przyszłości ma dla mnie 25 minut. To dużo – mówią z przekonaniem jego młodzi współpracownicy. Tak, rzeczywiście to dużo – przekonuję się sama po chwili. W ciągu tego czasu dowiaduję się mnóstwo na temat filozofii pomagania, początków WIOSNY i Akademii Przyszłości, na temat zespołu i pomysłu na zarządzanie grupą młodych, kreatywnych i bardzo ambitnych osób. Czuję ze strony rozmówcy autentyczne zaciekawienie spotkaniem, jestem słuchana, przyjęta jak gość, a nie intruz wydzierający kawałek cennego czasu. Chyba w tym tkwi siła człowieka, który ponad 10 lat temu stworzył tę prężną instytucję z garstki podopiecznych poznanych w Duszpasterstwie. Jeśli spotyka się z kimś, jest obecny i liczy się tylko to spotkanie, tu i teraz.

Początki Akademii? – zastanawia się. – Kiedy rozpoczęliśmy akcję Szlachetna paczka wolontariusze wchodzili do domów, by rozpoznać sytuację rodzin i zakwalifikować je do akcji. Często spotykali tam dzieci, które w szkole nie radziły sobie najlepiej i wymagały pomocy w zakresie edukacji. Tak powstał pomysł, by pomagać im w nauce. Szybko jednak przekonaliśmy się, że rozliczanie z postępów w ich przypadku działa bardzo demotywująco. Uznaliśmy, że nasza praca z dziećmi powinna koncentrować się na ich sukcesach – nawet tych najmniejszych. Pracę zaczęliśmy układać tak, by dziecko mogło te sukcesy osiągać i otrzymywać pochwały, a nie frustrować się tym, czego jeszcze nie potrafi.

W tym projekcie nie są najważniejsze lepsze stopnie w szkole, ale to by dzieci nabyły umiejętności, dzięki którym poradzą sobie w niełatwym świecie, jaki ich otacza. Akademia Przyszłości to program, w którym konkretny człowiek otacza opieką konkretne dziecko. Wolontariusz – tutor na cotygodniowych zajęciach poświęca mu swój czas i uwagę. Pomaga w lekcjach, rozmawia, wykonuje wspólnie z dzieckiem ciekawe prace, opiekuje się nim podczas wyjść i zajęć dodatkowych organizowanych dla podopiecznych Akademii. W tle tego spotkania jest zawsze darczyńca – „tajemniczy opiekun”, który przez cały rok wspiera dziecko, finansując dla niego indeks, a więc de facto roczny udział w programie (jego koszt to 500 zł). W ciągu dziesięciu lat w projekcie udało się pomóc ponad 4500 dzieciom. Jeśli rodzic lub nauczyciel albo pedagog szkolny jest zainteresowany udziałem dziecka w programie, zgłasza się do szkolnego koordynatora (w sytuacji, gdy projekt już w szkole funkcjonuje) albo do regionalnego koordynatora wskazując szkołę, w której dziecko się uczy. Każde dziecko aplikujące do Akademii ma założoną specjalną kartę, w której opisywane są jego potrzeby i główne trudności. Aplikacje kierowane są do Akademii wiosną, tak by cykl rocznej pracy dziecka z wolontariuszem mógł rozpocząć się jesienią, a więc wraz z początkiem roku szkolnego.

Ważnym etapem kwalifikacji jest rozmowa z dzieckiem, podczas której nauczyciele opowiadają o Akademii, przekazują specjalną grę informacyjną, która zaprasza dziecko w jej świat. Po takim spotkaniu dziecko ma się zastanowić, czy chce zostać studentem Akademii. Ważne, by to ono zdecydowało. Jeśli jedyną motywacją są chęci rodzica, a dziecko nie jest do programu przekonane, nic z tego nie będzie, zespól Akademii przekonał się o tym już wielokrotnie. Jeśli decyzja dziecka jest pozytywna, spotykamy się z jego rodzicami i prosimy ich o zgodę na włączenie dziecka do programu. Dopiero w tym momencie dziecko aplikuje do Akademii. Wypełnia kartę aplikacyjną, w której pisze lub rysuje, dlaczego chciałoby być w programie oraz kim chciałoby zostać w przyszłości. Pozostaje czekać na osobę, która zasponsoruje indeks. A potem można rozpocząć cykl cotygodniowych spotkań z tutorem. W trójkącie wsparcia są więc te trzy osoby: podopieczny, wolontariusz i darczyńca.

Dziecko przyjęte do Akademii otrzymuje list gratulacyjny, gratulacje otrzymują także jego rodzice. To niezwykłe doświadczenie, są to bowiem rodzice, którzy na co dzień otrzymują o swoich dzieciach informacje negatywne. Współpraca z rodzicami to ważna część pracy Akademii. Realizatorzy programu spotykają się z nimi podczas warsztatów, uczą pozytywnego motywowania dzieci, postrzegania ich przez pryzmat tego, co potrafią, a nie przez pryzmat słabych stron i niedociągnięć.

Równolegle prowadzona jest w Akademii wielostopniowa rekrutacja wolontariuszy. Z osobami przyjętymi podpisywana jest umowa, w której zobowiązują się do systematycznej pracy z dzieckiem w standardach Akademii, a także działania budujące zespół wolontariuszy oraz całą organizację. Rekrutując daną osobę do wolontariatu w Akademii zwracamy przede wszystkim uwagę na poziom jej dojrzałości psychicznej – mówi Anna Wilczyńska, dyrektor programu. – Staramy się zweryfikować odpowiedzialność kandydata, jego motywację do zaangażowania się w pracę z dzieckiem. W Akademii zwraca się również uwagę na chęć i gotowość rozwoju. Dla jednych będzie to doskonalenie kompetencji menadżerskich, dla innych lepsza komunikacja z ludźmi, dla jeszcze innych zdolności przywódcze. Nie jest konieczne, aby kandydat miał już doświadczenia w pracy z dziećmi, ale podczas rozmowy rekrutacyjnej pada pytanie także i o to. Jeśli ktoś takich doświadczeń nie ma, staramy się sprawdzić, jak zareagowałby na różne trudne, zaskakujące zachowania podopiecznego. Co byś zrobił, gdyby dziecko Cię opluło? Jak zachowałabyś się, gdyby nagle zaczęło płakać? – wyjaśnia Anna Wilczyńska. Czy w pracy dzieckiem zdarzają się momenty naprawdę trudne? – pytam pracowników Akademii. Szymon Wilczyński potwierdza, że tak. Kiedy mój podopieczny Artur był zniechęcony, rzucał zeszytem w ścianę albo trzaskał drzwiczkami szafek. Nie reagowałem wówczas, czekałem i to była moja pierwsza ważna korzyść z tej pracy – nauczyłem się jak ważna w kontakcie z dzieckiem jest cierpliwość i skupienie się na jego trudnych emocjach, a nie bezrefleksyjne egzekwowanie zasad dobrego wychowania

Indeks pełen sukcesów

Twórcy Akademii uważają, że każde dziecko ma prawo do sukcesu. I każde sukcesy osiąga, trzeba tylko umieć je zauważyć. Wolontariusze spotykają się z dziećmi mającymi różne deficyty i trudności. Sukces w ich przypadku nie jest czymś oczywistym, łatwo dostrzegalnym. A jednak okazuje się, że i one mogą zdobywać swoje „małe szczyty”. Podopieczny, który dotąd spóźniał się na zajęcia, przychodzi punktualnie. Dziecko, które na początku zajęć nie znało kilkunastu słówek z języka angielskiego, pod koniec spotkania zna już kilka z nich. W oczach wolontariusza te zmiany powinny być postrzegane w kategoriach sukcesu – wyjaśnia Anna Wilczyńska. Zajęcia prowadzone są zawsze indywidualnie, aby dziecko nie przyglądało się sobie i nie dokonywało samooceny na tle lustra klasy. To lustro nie jest dla niego korzystne, natomiast indywidualny kontakt z wolontariuszem – tak.

Dziecko wchodząc do Akademii Przyszłości otrzymuje szereg motywatorów zmiany. Po pierwsze spotyka człowieka, który jest jego osobistym wolontariuszem. Przychodzi tylko do niego i jest przez czas całego spotkania tylko dla dziecka. Po drugie – wszystkie dzieci otrzymują indeks. Indeks szczególny, w którym po każdych zajęciach zapisane są osiągnięte sukcesy, a nie oceny. Podopieczni Akademii poznają świat, którego do tej pory nie znali, na przykład świat nauki czy biznesu. W Dzień Dziecka odwiedzają  firmy partnerskie: ORLEN, BP czy TVN. Mogą usiąść w fotelach prezesów, otrzymać od nich wizytówki, zobaczyć na czym polega praca takiej firmy i poczuć, że to jest miejsce, do którego kiedyś mogą trafić jako pracownicy. Staramy się, by inauguracja Akademii co roku była celebrowana na wyższej uczelni. W tym roku dzieci z Krakowa zostały zaproszone do Akademii Górniczo-Hutniczej, gdzie w uroczystości brał udział sam Rektor, który osobiście przekazywał dzieciom indeksy – wyjaśnia Kasia Triantafelo. Tak rodzą się ich marzenia i ambicje. Akademia organizuje szereg eventów. Podopieczni Akademii uczestniczą w warsztatach naukowych, biorą udział w akcjach charytatywnych, w kampaniach społecznych, na przykład piszą listy do chorych dzieci w ramach inicjatywy Marzycielska poczta. W ten sposób uczą się, że są nie tylko biorcami, ale też osobami, które mogą coś innym zaoferować. Dużą atrakcją są dla nich spotkania z celebrytami wspierającymi program, takimi jak Daria Widawska czy Szymon Majewski. Czują się wyróżnione. Cały czas realizatorom przyświeca przesłanie: Jesteś w Akademii, bo jesteś wyjątkowy! Akademia to nie zajęcia wyrównawcze czy grupy wsparcia dla „trudnych uczniów”. Akademia to miejsce, w którym zaczyna się wierzyć, że można stać się kimś.

Filarami programu jest 6 zasad Akademii, które mówią o konieczności zapewnienia dziecku bezpieczeństwa, ustalenia jasnych reguł, stosowaniu pozytywnych komunikatów, sprzyjaniu osiąganiu sukcesów, umacnianiu samodzielności oraz rozwijaniu kreatywności i ciekawości świata. Realizacja której z nich sprawia najwięcej trudności? Odpowiedź na to pytanie zależy od tego, o jakiej grupie myślimy. W przypadku wolontariuszy budowanie bezpieczeństwa przychodzi im dużo łatwiej niż stawianie granic albo umacnianie samodzielności – ocenia Anna Wilczyńska. Osoby przychodzące z nastawieniem, że chcą pomóc, boją się czasem postawić podopiecznemu granice, ale też często mylą pomaganie z wyręczaniem. W przypadku rodziców jedną z największych trudności jest dawanie dziecku pozytywnych komunikatów, efektywne chwalenie i dostrzeganie mocnych stron dziecka. W opinii dyrektora programu, to cecha naszej narodowej mentalności: skupiamy się na brakach, na wadach, na niedociągnięciach, a nie umiemy skoncentrować się na tym co dobre. Moją nadzieją na zmianę jest to, że Ci młodzi ludzie, sami kiedyś staną się rodzicami i zasady Akademii będą dla nich wciąż aktualne. To jest jakiś nasz mały, ale ważny wkład w zmianę społeczną – mówi..

Dlaczego warto?

Badania ewaluacyjne najnowszej zakończonej edycji projektu realizowanej w roku szkolnym 2011/2012 przeprowadzone wśród około 480 wolontariuszy oraz niemal 60 nauczycieli wykazały, że jedną z głównych korzyści wyniesionych z programu jest podniesienie samooceny, poprawa wyników w nauce oraz wzrost motywacji do nauki, a także pogłębienie umiejętności pełnienia ról i wchodzenia w interakcje społeczne. Zdaniem 88% badanych wolontariuszy „absolwenci” Akademii chętniej niż wcześniej angażują się w życie szkolne, 91% podkreśla, że łatwiej im rozmawiać o emocjach, ponad 90% zauważa, że dzieci chętniej zawiązują nowe znajomości i włączają się do prac grupowych. Nauczyciele mający na co dzień w szkole kontakt z „dziećmi Akademii” bardzo wysoko oceniają ich zadowolenie z udziału w programie (ponad 6 punktów na 7- punktowej skali). Aż 92% z nich wskazuje na zwiększenie dzięki projektowi szans edukacyjnych dzieci.

Pracuję w świetlicy od dwóch lat i przez ten okres miałam możliwość przyglądać się pracy Akademii. Widzę, jak zmieniają się dzieci, które uczestniczą w zajęciach. Zmieniają się nie tylko dlatego, że ktoś poświęca im więcej czasu i mogą pod jego okiem odrobić lekcje, nadrobić szkolne zaległości, ale przede wszystkim dlatego, że jest osoba, która przychodzi specjalnie dla nich, rozmawia, nawiązuje z nimi kontakt – mówi Magda Litewka, pedagog, koordynator programu w Placówce Opiekuńczo – Wychowawczej Wsparcia Dziennego „Akademii Młodzieży” w Krakowie. Według niej dzieci dzięki Akademii czują się ważne i wyróżnione. Tu często odnoszą swoje pierwsze sukcesy…takie sukcesy, które ktoś w ogóle dostrzega. Nas dobrze znają i wiedzą, że jesteśmy tu na co dzień po to, by opiekować się całą grupą, ale ta jedna osoba, która wchodzi na zajęcia jest tylko dla nich. Czekają na nią, dopytują się o godzinę. Czy ich Pani/Pan się dziś spóźni, czy na pewno przyjdzie? W tym Magda Litewka widzi siłę Akademii – to nie są tylko korepetycje, wsparcie w nauce, to coś więcej. Przede wszystkim spotkanie z kimś, kto ma cele i je realizuje, a więc z kimś kto może być wzorem i buduje z dzieckiem relację. Te relacje trwają czasem dłużej niż sam program. Zdarza się, że dziecko kontynuuje program w kolejnym roku szkolnym. Dochodzimy często w zespole do wniosku, że kontynuacja pracy z wolontariuszem byłaby w przypadku dziecka potrzebna, że konieczne jest wsparcia na dłużej, widzimy postępy, ale zdajemy sobie sprawę ze skali potrzeb. Wtedy wnioskujemy do Akademii, by dziecko pozostało w programie na kolejny rok szkolny. Zdarza się również, że dziecko utrzymuje kontakt ze swoim wolontariuszem, choć zakończyło już spotkania w programie. Jak wspomina Szymon Wilczyński, jego podopieczny Artur z chłopca, który nie chciał iść do gimnazjum, wyrósł na młodego człowieka, który nie tylko to gimnazjum skończył, ale samodzielnie wybrał sobie technikum, w którym się obecnie uczy i myśli o studiach. W czasie wakacji samodzielnie znalazł pracę i bardzo dobrze sobie w niej poradził. Basia Stachowicz także miała kontakt ze swoją podopieczną, choć nie była już jej tutorem. To nie są odosobnione sytuacje – potwierdza Anna Wilczyńska. Wolontariusze i dzieci dzwonią do siebie, chcą podzielić się czymś ważnym albo po prostu porozmawiać. Taką relację można więc przekształcić w inną, która także służy dziecku.

Ziarno zostało zasiane

Z zespołem Akademii spędzam dwa dni, a kiedy opuszczam jej siedzibę trwa gorący okres ostatnich przygotowań do kolejnego finału akcji Szlachetna paczka prowadzonej przez Stowarzyszenie. Podczas zebrania zespołu ks. Jacek kilkakrotnie powtarza: Pamiętajcie, grzejemy na ideałach. Na początku, kiedy o tym mówiłem spotykałem się ze śmiechem lub lekceważeniem – wspomina. Ideały? Dziś? Ale ludziom, zwłaszcza młodym, te ideały są potrzebne. Bez nich szybko się wypalają.

Ma swoją własną filozofię pomagania. Wierzy tylko w mądrą pomoc. To stwierdzenie wydaje się proste i naturalne, ale za nim kryje się drugie, bardziej radykalne. Skoro istnieje mądra pomoc, to musi istnieć również pomoc głupia. Dziś w mojej ocenie, skala demoralizacji wynikająca z podawania „ryby” a czasem też i „wędki” w ramach pomagania ludziom potrzebującym, jest ogromna. Znam wiele osób po prostu uzależnionych od pomocy, nie potrafią bez niej funkcjonować, stają się roszczeniowi, jeszcze bardziej bezradni, więcej tracą niż zyskują – podkreśla szef WIOSNY. Dlatego często powtarza: dajcie, nie rybę, nie wędkę, ale mentalność wędkarza. Mentalność kogoś, kto wie co chce złowić, umie wykorzystać do tego odpowiednie narzędzia i ma ochotę na wysiłek związany z łowieniem. To przesłanie ma odzwierciedlenie w pracy Akademii. Uczymy podopiecznych mentalności wędkarza, pokazujemy, jakie można sobie postawić cele, kształtujemy ważne umiejętności, a potem zaczyna się już samodzielne „zdobywanie” świata.

Beneficjentem Akademii są nie tylko dzieci, także wolontariusze. Co zyskali dzięki pracy w programie? Czego się o sobie dowiedzieli? Kasia Dębiec, studentka socjologii uważa, że tak jak jej podopieczna nabrała pewności siebie. Jeśli ma cel, po prostu zastanawia się, jak go zrealizować, co umie, czego musi się jeszcze nauczyć, szuka wszystkich „za” a nie ”przeciw”. To coś nowego w jej życiu. Kasia Gosek, absolwentka ekonomii, podkreśla, że w Akademii przekonała się, że jest cierpliwa, że potrafi być osobą kreatywną, przygotowując zajęcia dla dziecka była w stanie wygenerować wiele ciekawych pomysłów. Poznała też swoje ograniczenia, to że brakuje jej wiedzy metodycznej i umiejętności motywowania. Ewa Skrudlik, psycholog, nauczyła się pokory. Tego, że do wielkich celów trzeba dochodzić małymi krokami, które warto realistycznie zaplanować.  Praca z dzieckiem nauczyła ją, że zrozumienie drugiego człowieka wymaga przyjęcia jego punktu widzenia, jego emocji, reakcji. Indywidualny kontakt z dzieckiem był dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem – mówi Jacek Mech. Przełamywał swoją niepewność, uczył się uważności w relacji z dzieckiem, postrzegania go w szerszym kontekście, nie tylko poprzez pryzmat zadania, które mam do zrealizowania. Z kolei jako koordynator uczyłem się przede wszystkim słuchać – dodaje. – Ta praca wymaga umiejętności nawiązania kontaktu z ludźmi o różnych charakterach i potrzebach. Każdego powinienem wysłuchać, zrozumieć i starać się wesprzeć.

Post scriptum

Kiedy tekst tego reportażu kierowany jest do drukarni wiadomo, że do tej pory darczyńcy ufundowali indeksy dla 908 dzieci zakwalifikowanych do Akademii Przyszłości, a jeszcze 502 dzieci czeka na pomoc. A może to Ty, Czytelniku, kończąc lekturę, postanowisz stać się kolejnym darczyńcą? Może dzięki Tobie kolejne dziecko jak Piotrek powie swojej wolontariuszce: Pani jest inna. Pani wytrzymała ze mną najdłużej ze wszystkich.

Strona internetowa Akademii Przyszłości: www.kupindeks.pl

Opublikowano za zgodą ETOH Fundacji Rozwoju Profilaktyki, Edukacji i Terapii Problemów Alkoholowych.
Publikacja pierwotna: miesięcznik „Remedium” nr 12/2012.