Profilaktyka w kontekście socjologii architektury – cz. I

Poniższy artykuł otwiera cykl poświęcony problematyce profilaktyki w kontekście architektury. Postaram się w nim przymierzyć i skonfrontować podejście profilaktyczne z namysłem socjologicznym związanym z oddziaływaniem zabudowanych przestrzeni na życie aktorów społecznych. Pierwszy odcinek ma na celu nakreślenie ram i uzasadnienie proponowanej refleksji.

Próba opisu miasta i architektury w kategoriach profilaktyki jest ruchem symetrycznym do tego, który dokonał się w wielu innych dziedzinach refleksji naukowej na tematy społeczne. Polega on na wprowadzeniu w krąg rozważań i analiz elementu pozaludzkiego (non-human) – w tym wypadku miejskiej zabudowy – zakładając, że pełni on funkcje współkonstytuujące rzeczywistość społeczną, daleko wykraczające poza rolę tła.
W przyjmowanej przeze mnie perspektywie właśnie materialność, zabudowa, zagospodarowanie przestrzeni pełnią znaczącą rolę i mogą stanowić czynniki ryzyka lub czynniki chroniące, bądź z tymi czynnikami rozumianymi społecznie (jako właściwości rodzin, środowisk itd.) współgrać.

Zakładam, że jest to obiecujący temat poszukiwań badawczych, który, być może, oświetli słabo dotychczas eksplorowane przestrzenie poznania.

Analizy społeczne: poszerzenie pola

Każda nasza czynność czy działanie odbywa się w jakiejś przestrzeni – to stwierdzenie jest tak banalne i oczywiste, że aż niewarte wypowiedzenia. A skoro niewarte wypowiedzenia, to być może i sam aspekt przestrzenny działań i relacji niewart jest namysłu, ponieważ wystarczy uznanie, że… po prostu jest. W socjologii, która stanowi dla mnie punkt wyjścia do niniejszych poszukiwań, przez wiele dziesięcioleci milcząco obowiązywało słynne zdanie Roberta Ezry Parka, przedstawiciela Szkoły Chicagowskiej, że miasto to raczej stan umysłu1). W rezultacie, zdaniem Wolfganga Essbacha, ówczesna socjologia odfiltrowała to, co stricte społeczne z materialności, koncentrując się na intencjach, wzajemnych wpływach, komunikacji2). Badanie miasta skupiło się tym samym na opisach jego demografii, rekonstrukcjach specyficznie rozumianej „miejskości” (zazwyczaj automatycznie przeciwstawianej „wiejskości”, co owocowało wyszukiwaniem czy produkowaniem łatwych różnic), stylu życia czy mentalności mieszczan.
Jak konkluduje Heike Delitz, socjologia miasta zajmuje się od swojego powstania (od czasów Szkoły Chicagowskiej) pytaniem o sposób egzystencji „społeczeństwa” na poziomie aktorów społecznych: zainteresowanie budzą grupy społeczne i ich rozmieszczenie, mentalność, dezintegracja „w” przestrzeni miejskiej. Spojrzenie socjologa miasta pada zawsze na miasto z góry, skupiając się na obrysie czy strukturze terytorialnej co najwyżej wówczas, gdy te mówią coś na temat specyficznie rozmieszczających się czy izolujących wzajemnie środowisk społecznych3). Zabudowa pełni więc rolę podobną do dekoracji, której znaczenie można bez strat poznawczych zredukować do tła. Niedostatecznie natomiast interesuje się socjologia miasta samym materialnym jego kształtem, zabudowaną przestrzenią, labiryntami ulic, placami miejskimi, parkingami, kościołami, wieżowcami, galeriami handlowymi, torowiskami czy przejściami podziemnymi. A przecież to właśnie jest najbardziej pierwotny i najdobitniej, bo własnym ciałem i wszystkimi zmysłami odbierany przez człowieka, sposób istnienia miasta.

Zmiana tego redukującego wzoru myślenia następuje w socjologii mniej więcej od lat 70. XX w., a towarzyszy jej (czy może raczej warunkuje i umożliwia) ogólniejsza tendencja do włączania tego, co materialne i szerzej, pozaludzkie (non-human) do socjologicznych analiz. Tak więc nie tylko zwierzęta, ale także architektura miasta czy wnętrza domów, sprzęty i meble, przedmioty osobistego użytku (i tym samym czynniki autodefinicji), nawet przyroda, a właściwie różne przyrody, uwzględniane są coraz powszechniej w socjologii. Jak zauważa Markus Schroer, w teraźniejszym socjologicznym dyskursie mówi się o powrocie przestrzeni, przedmiotów, ciała i całej sfery materialnej. (…) Wyeksponowanie właśnie tych tematów nie jest przypadkowe. W renesansie przestrzeni, przedmiotów i ciała artykułuje się pewien swoisty niesmak wywołany ograniczeniem w ujmowaniu tego, co społeczne, a także potrzeba takiej socjologii, która nie kończy się na tekście, komunikacji czy znaku4).

Jak działa miasto?

Otwarcie myślenia na materialny aspekt miasta zaowocowało oświetleniem takich uwarunkowań, ukrytych oddziaływań, przemilczanych zależności, które nie mieściły się w stricte społecznej (relacyjnej, komunikacyjnej, symbolicznej itd.) perspektywie. Można było zatem postawić sobie pytania o społeczne oddziaływania samej architektury, np. o jej wpływ segregujący i ekskludujący (wyłączający), o wpisywanie pożądanych typów użytkowników w przestrzeń miejską, o kodowanie w bryłach budynków i kształcie placów komunikatów przyciągających pożądane kategorie społeczne, a zniechęcające te niemile widziane, wreszcie o ułatwianie versus utrudnianie interakcji. Jak się bowiem okazuje, architektura nie tylko odbija aktualny świat społeczny, ale także go współkonstytuuje.
Oznacza to, że pewne tendencje (np. właśnie separacyjne) są utrzymywane i wzmacniane rozwiązaniami architektonicznymi, w dodatku prawdopodobnie najczęściej bezwiednie albo przynajmniej bez pogłębionego namysłu nad społecznymi konsekwencjami ze strony projektantów i inwestorów. Jak trafnie ujmuje rzecz Mike Davis, w wielu wypadkach semiotyka tzw. przestrzeni wymagających obrony jest mniej więcej tak subtelna, jak arogancki biały policjant. Dzisiejsze eleganckie, pseudopubliczne przestrzenie – jak luksusowe pasaże handlowe, centra biurowe itd. – pełne są niewidzialnych znaków, które tym obcym z klasy niższej nakazują oddalić się. Krytykom architektury zazwyczaj umyka to, jak zabudowane przestrzenie przyczyniają się do segregacji, ale pariasi – biedne latynoskie rodziny, młodzi czarni mężczyźni czy stare, bezdomne, białe kobiety – łapią te znaczenia w lot5).
W tym pojmowaniu rzeczy architektura (i w ogóle sposób zagospodarowania przestrzeni) podsuwa ludziom pewne oferty sensu, a więc swoiste, milczące sugestie co do sposobu użytkowania, ale też kategorii uprawnionych czy nieuprawnionych użytkowników, prestiżu miejsca, jego towarzyskich, estetycznych czy płciowych konotacji, wreszcie pasowania lub niepasowania danego człowieka do danej przestrzeni. Nie trzeba więc aroganckiego policjanta, ochroniarza czy klubowego „bramkarza”, by dowiedzieć się, czy ma się prawo przebywać w tym miejscu, czy nie. Mówi to sama architektura.

Ten aspekt komunikacji poprzez architekturę ukryty jest częstokroć przed naszymi oczami za pomocą designu i estetyki. Potocznie i dobrodusznie skłonni jesteśmy wartościować oba te czynniki pozytywnie jako poprawiające jakość i urodę naszego życia, podnoszące nasz status czy pozwalające chwalić się przed gośćmi z zagranicy, których wciąż postrzegamy jako uprawnionych recenzentów naszej kultury. Tymczasem to właśnie design może stać się narzędziem rugowania niechcianych widoków (biedy, patologii, choroby, starości itd.) z pola widzenia.
Jak dowodzi Jens Dangschat, architektura i urbanistyka w swoich selektywnych oddziaływaniach czy znaczeniach jest wykorzystywana świadomie i strategicznie (np. poprzez „branding” jakiegoś miejsca albo poprzez „desinging out” problematyki społecznej z określonych przestrzeni publicznych). Zdaniem tego autora instrumentalizacja architektury w celu „wyczyszczenia” publicznej przestrzeni czy budowania marek miast, regionów bądź państw narodowych ma wpływ separujący na mniej pożądane grupy społeczne6). Oczywistym narzędziem tej selekcji są ceny nieruchomości, ale przecież nie jest to narzędzie jedyne, bo też i problem nie ogranicza się do nabywania własności prywatnej. Selekcjonujące i ekskludujące działanie mają same zabiegi estetyzujące i designerskie, a także wspomniany branding, co widoczne jest zwłaszcza w odniesieniu do przestrzeni publicznej czy quasi-publicznej, jak galerie handlowe czy lobby hotelowe, hale lotniskowe, a ostatnio nawet dworce kolejowe, które wpisując się w logikę zapewnienia starannie dobranym odbiorcom wystylizowanego, konsumpcyjnego przeżycia podróży, stosują np. w Niemczech koncepcje 3S (Sicherheit, Sauberkeit, Service7)), by oczyścić przestrzeń dworca z niepożądanych widoków patologii.
Odpowiednio dobrany styl i parametry estetyczne zabudowy (a także jakość wykończenia, wyposażenie, zagospodarowanie przestrzeni) są więc w stanie wysyłać bardzo czytelny komunikat, dla kogo obiekt jest przeznaczony. Narzędziem tej perswazji może stać się np. uczucie onieśmielenia i „bycia na widoku” w stylu tego, którego doświadczamy np. w ekskluzywnych sklepach. Jest ono wystarczająco niekomfortowe, by nie dość prestiżowy klient sam zrozumiał, że znalazł się nie na swoim miejscu i szybko się wycofał.

Przywołane przeze mnie przykłady to tylko wstępny wgląd zarówno w problematykę, jak i w sposób ujmowania problemu. W kolejnych odcinkach postaram się popracować analitycznie i bardziej systematycznie nad tymi oddziaływaniami architektury, które w moim odczuciu można odnieść do problematyki profilaktycznej.

Architektura a profilaktyka

Znane mi opracowania z zakresu profilaktyki operują na definicjach strukturalnie zbliżonych do tych, które – jak pokazywałam na wstępie – stały się dziedzictwem Szkoły Chicagowskiej w socjologii miasta. Innymi słowy, dostrzegam pewną analogię w zakreśleniu pola eksploracji przez dyskurs profilaktyczny i przez wciąż jeszcze dominujący namysł nad miastem, a de facto – przez nauki humanistyczne w ogóle. Analogia ta przejawia się przede wszystkim w niedoszacowaniu (lub zupełnym pomijaniu jako aspektu niemieszczącego się w tym typie rozważań) fizyczności i materii. I tak np. prezentowane przez Krzysztofa Ostaszewskiego8) typy ważnych dla działań profilaktycznych czynników ryzyka oraz czynników chroniących8 koncentrują się na faktorach indywidualnych natury psychologicznej (jak trudny temperament czy duże zapotrzebowanie na stymulację) oraz społecznych podzielonych wg kategorii środowisk.
Czynnikami natury społecznej mogą więc być w tej klasyfikacji destrukcyjne relacje w środowisku rodzinnym, szkolnym, rówieśniczym, lokalnym. Czynnikiem spoza bezpośredniej styczności jest, w proponowanej taksonomii, wpływ mediów. Nie podważając wagi wymienionych przesłanek i sposobu ich uporządkowania, chciałabym zaproponować dodatkowe umieszczenie czynników materialnych, w tym wypadku – związanych z zabudową i zagospodarowaniem przestrzeni – zarówno w diagnozach zagrożeń, jak i w propozycjach przeciwdziałań. Jeżeli bowiem przyjmiemy założenie o istotnym współudziale architektury w konstytuowaniu naszych światów przeżywanych (Lebenswelt), założymy odzwierciedlanie, utrwalanie i wzmacnianie przez nią aktualnych stosunków społecznych (co widać np. w feudalnym społeczeństwie katedr i pałaców), a także uwierzymy, jak ujął rzecz Joachim Fischer, że budowle w swych stylach architektonicznych ewokują lub blokują sposoby ludzkiego życia9), wówczas odniesienie zabudowy do diagnoz i polityk społecznych wydaje się naturalnym polem rozważań.

W kolejnych artykułach zaproponuję Czytelnikowi wybrane zagadnienia architektoniczne, które w moim odczuciu warto skonfrontować z pytaniami profilaktycznymi. Mój zamysł jest w tym kontekście przede wszystkim diagnostyczny; zakładam przy tym, że w końcowej części cyklu uda mi się nie tylko ująć omawiane problemy w języku profilaktyki, ale też zaproponować dla nich sensowny porządek teoretyczny. Pokuszę się także o propozycje wzbogacenia strategii profilaktycznych elementami związanymi z zabudową, mając wszakże świadomość faktu, że na tę ostatnią mają wpływ decydenci kierujący się częstokroć inną logiką – rynkową, estetyczną, gwiazdorską (starchitects) – niż logika profilaktyczna czy szerzej – społeczna.

Szczegółowa bibliografia podana przez Autorkę dostępna jest w redakcji.

Autorka jest doktorem socjologii, pracuje jako adiunkt na Uniwersytecie Warszawskim, prowadzi również zajęcia na studiach podyplomowych i MBA w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. Opublikowała książkę Obcy w mieście (2007) i Niedom. Socjologiczna monografia mieszkań migracyjnych (2012, z Marcinem Jewdokimowem) oraz szereg artykułów naukowych z socjologii migracji, miasta i architektury, a także socjologii zamieszkiwania.

Opublikowano za zgodą ETOH Fundacji Rozwoju Profilaktyki, Edukacji i Terapii Problemów Alkoholowych.
Publikacja pierwotna: miesięcznik „Remedium” nr 3/2013.

Przypisy   [ + ]

1. R. Park, The City: Suggestions for the Investigations of Human Behaviour in the Urban Environment, w: R. Park, E. Burgess, R. McKenzie, The City, University of Chicago Press, Chicago 1925, s. 3. Ten i wszystkie kolejne cytaty w tłumaczeniu autorki.
2. H. Delitz, Architektur + Soziologie = Architektursoziologie, „Architektur der Gesellschaft“, APUZ (Aus Politik und Zeitgeschichte), Zeszyt 25, 2009, s. 12.
3. H. Delitz, Städte-Monaden: Architektur– und Stadtsoziologie als Gesellschaftstheorie, „Weimarpolis. Journal of Urban Theory and Practice“, Vol. 1, nr 2, 2009, s. 3.
4. M. Schroer, Materielle Formen des Sozialen. Die ‘Architektur der Gesellschaft’ aus Sicht der sozialen Morphologie, w: J. Fischer, H. Delitz (red.), Die Architektur der Gesellschaft. Theorien für die Architektursoziologie, transcript Verlag, Bielefeld 2009, s. 19.
5. Cyt. za: J. S. Dangschat, Architektur und soziale Selektivität, „Architektur der Gesellschaft“, APUZ (Aus Politik und Zeitgeschichte), Zeszyt 25, 2009, s. 32.
6. Tamże, s. 27–28.
7. Bezpieczeństwo, czystość, serwis (niem.).
8. K. Ostaszewski, Kompendium wiedzy o profilaktyce, w: Przewodnik metodyczny po programach promocji zdrowia psychicznego i profilaktyki, Fundacja ETOH, Warszawa 2010.
9. J. Fischer, Architektur: „schweres“ Kommunikationsmedium der Gesellschaft, „Architektur der Gesellschaft“, APUZ (Aus Politik und Zeitgeschichte), Zeszyt 25, 2009, s. 9.