Profilaktyka może być optymistyczna

Rozmowa z Radosławem Nowakiem, kierownikiem działu profilaktyki w Gdańskim Centrum Profilaktyki Uzależnień, współzałożycielem Towarzystwa Profilaktyki Środowiskowej „Mrowisko”, terapeutą, profilaktykiem, nagrodzonym w 2014 tytułem Osobowość Roku Pomorza w Działaniach na Rzecz Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.

Utarł się pogląd, że w Trójmieście od dziesięcioleci jest większy problem z narkotykami niż w innych rejonach kraju. Skąd taka opinia?
Badania pokazują, że u nas wskaźniki są zbliżone do wskaźników innych dużych miast, problem uzależnień jest podobny w Krakowie, Warszawie czy Poznaniu. Przez te wszystkie lata pracy odnoszę wrażenie, że na opinię o tej wyjątkowości składa się kilka czynników. Po pierwsze, fakt, że Gdańsk jest miastem portowym, po drugie w okresie wakacyjnym zjeżdża tu spora część Polski. Poza tym mamy tu dużo klubów, koncertów i miejsc gdzie można spędzać czas, w związku z tym jest też duży napływ narkotyków, a raczej ludzi, którzy te narkotyki sprzedają. Więc jest też tak, że nasza młodzież, w pewnych okresach i miejscach, może być bardziej narażona, gdyż ma łatwiejszy do nich dostęp.
Już w latach siedemdziesiątych były na Pomorzu dosyć ostre działania mające na celu ukrócenie rozpowszechniania się narkomanii: ściganie dealerów, kary itp. Dodajmy, że nie były dość skuteczne. Co się zmieniło w tej kwestii w latach późniejszych?
W latach osiemdziesiątych w Gdańsku powstał pierwszy w Polsce ośrodek terapeutyczny dla dzieci i młodzieży, który funkcjonował w nurcie monarowskim. Doświadczenia terapeutyczne, które powoli zdobywaliśmy skłoniły zespół do realizacji pomysłu zaproponowanego przez Jolę Koczurowską 1)) że mając takie zaplecze warto pomyśleć o profilaktyce. Ja zacząłem pracować na początku lat dziewięćdziesiątych, w zespole był już Zygmunt Medowski obecny przewodniczący TPŚ „Mrowisko”. Uświadomiliśmy sobie, że równie ważne jak leczenie już uzależnionych jest doprowadzenie do tego, aby ta młodzież nie musiała tu trafiać. Na bazie tego pomysłu powstało Towarzystwo Profilaktyki Środowiskowej „Mrowisko”, które zaczęło realizować pierwsze programy profilaktyczne. Opierały się one na pracy z młodymi ludźmi w ich środowisku, tam gdzie spędzali oni czas. Tak więc z jednej strony były to szkoły i dosyć intensywna realizacja długoterminowych programów informacyjno – edukacyjnych z poszczególnymi klasami. Z drugiej strony, szukanie tych miejsc gdzie młodzi ludzie przebywają po szkole: osiedla, bramy, klatki schodowe, podwórka. To był nasz pomysł, który teraz jest powszechnie powielany. Byliśmy i jesteśmy przekonani, że jeżeli wymagasz czegoś od młodego człowieka musisz się z nim zaprzyjaźnić i zdobyć jego zaufanie. Oprócz tego, że jesteś terapeutą, dorosłym, który w pewnych sytuacjach stawia wymagania, próbuje doprowadzić do sytuacji, że zmieniają się pewne postawy życiowe czy poglądowe – to przede wszystkim jesteś wiarygodnym przyjacielem.
Czy uważasz, że tę wiarygodność może ograniczać metryka? Czy z młodym człowiekiem może dogadać się tylko ktoś w zbliżonym do niego wieku?
Myślę, że w każdym wieku można robić skuteczną profilaktykę. Z mojego doświadczenia wynika, że w programach ulicznych, streetworkerskich łatwiej jest pracować młodym ludziom. Oni szybciej wchodzą w relacje można powiedzieć prawie koleżeńskie, łatwiej zdobywają zaufanie. Jest to też obarczone pewnym ryzykiem, bo jak będzie za bliskie koleżeństwo to trudno jest stawiać wymagania, ale to już kwestia zadbania o tych realizatorów w kontekście superwizji, pracy konsultacyjnej, doradczej. Natomiast jest taka część profilaktyki, która wymaga sporego doświadczenia, znajomości tego o czym się mówi, umiejętności mówienia o narkotykach, tak naprawdę o nich nie wspominając. Od zawsze z Jolą i Zygmuntem byliśmy przekonani, że nie powinno się z młodzieżą, szczególnie młodszą rozmawiać wprost o narkotykach, dokładnie wyjaśniać jakie to substancje, jak wyglądają, a rozmawiać o poglądach, postawach czy marzeniach.
Za bardzo ich oswoimy z tematem?
Bardziej chodzi o to, że może się zdarzyć dostarczenie złej wiedzy. Załóżmy, że młody człowiek nie za bardzo wiedział, co z czym powiązać, „co się z czym je”, a teraz już wie i może tę wiedzę wykorzystać w innym niż zakładaliśmy celu. Dlatego my po prostu rozmawiamy z młodzieżą. Tylko do takiej rozmowy potrzebny jest mądry dorosły, nie za bardzo nadaje się do tego człowiek na początku swojej drogi czy kariery profilaktyka. Sprawdzi się tu ktoś, kto potrafi rozmawiać o wartościach, o wyborach życiowych młodych ludzi, potrafi skonfrontować narkotyki z tym czego naprawdę chcą w życiu, albo co by chcieli osiągnąć. Wówczas ci młodzi ludzie dochodzą do takiego wniosku, że z narkotykami im nie pod drodze, że jak zacznę brać, to może nie wszystko im się uda, pomimo tego, że w relacji rówieśniczej jest taka fajna otoczka, reklama narkotyków. W naszej profilaktyce chodzi o to, żeby zasiać ziarno niepewności – do dzisiaj spokojnie paliłem sobie co jakiś czas marihuanę, a po tym spotkaniu, rozmowie nagle się okazuje, że zaczynam mieć wątpliwości.
Zapalacie czerwoną lampkę i pozwalacie na samodzielny wybór?
Tak, bo jeżeli młody człowiek zaczyna mieć wątpliwości, zaczyna inaczej myśleć jest nadzieja, że dokona tego słusznego wyboru. Ja wierzę w mądrość młodych ludzi, dlatego też uważam, że dobry profilaktyk, to człowiek który przede wszystkim wie, co chce osiągnąć za jakiś czas i myśli w perspektywie jeśli nie wieloletniej to na pewno paromiesięcznej. Powinien mieć plan i za kilka miesięcy pracy z młodym człowiekiem może spodziewać się zakładanych rezultatów. Dobry profilaktyk ma do tego odpowiednią wiedzę i umiejętności – jeśli to wszystko będzie spełnione, nie ma znaczenia, czy ma dwadzieścia, czy sześćdziesiąt lat.
Zgodziłbyś się z opinią, że profilaktyka może być trudniejszym wyzwaniem niż terapia?
Jestem terapeutą od dwudziestu jeden lat, tak więc najpierw byłem terapeutą, a dopiero potem profilaktykiem. Nie określałbym tego tak jednoznacznie, co jest od czego łatwiejsze. Mogę powiedzieć, że terapia jest długotrwałą pracą nad odkrywaniem drugiego człowieka. Tak więc terapeuta, który traktuje każdego jak nowe wyzwanie nigdy się nie wypali, więc można zakładać, że łatwiej mu osiągnąć gratyfikację. Z drugiej strony ta praca jest często smutniejsza. Często ludzie, po zakończonej terapii znów wracają i to z poważniejszymi trudnościami. Nie zawsze udaje się im wyprostować życie. Nie zapominajmy, że narkomania jest choroba śmiertelną i wielu terapeutów ma takie osoby, które umarły. To bardzo smutne. To powoduje duże wyczulenie na zauważanie nawet drobnych sukcesów. Mam zakodowaną i jestem bardzo wdzięczny za tę wskazówkę moim nauczycielom, że jeżeli wydaje się, że wszystko idzie w terapii bez przeszkód to trzeba zastanowić się co się dzieje lub nie dzieje. Zwykle następuje tąpnięcie. Biorąc to wszystko pod uwagę uważam, że profilaktyka może być radośniejsza i optymistyczna.
Jednak profilaktyka jest powszechnie uważana za łatwiznę: ot jakieś tam zajęcia, na które są pieniądze w każdej gminie. Sądzę, że profilaktyka jest po prostu niedoceniana.
Profilaktyka to pierwsza linia frontu i od jej jakości zależy bardzo wiele. Ma takie cechy, które ja uwielbiam: może być radosna, może być robiona przez młodzież i wspólnie z młodzieżą. W taki bardzo rozwijający obie strony sposób można osiągać bardzo korzystne dla obu stron rezultaty. Pod warunkiem rzecz jasna, że działania są przemyślane i na początku bardzo precyzyjnie określi się cele. Stąd też powinna być realizowana przez ludzi solidnie do tego typu pracy przygotowanych. Profilaktyki nie może robić każdy. Jednak teraz jest taka praktyka, że w statucie prawie każdej organizacji pozarządowej jest zapis o profilaktyce. Rozumiem, że organizacjom brakuje pieniędzy i to może być jeden ze sposobów na ich pozyskiwanie więc warto jednocześnie zadbać o jakość zarówno programów jak i kadry, a to wymaga często czasu.
Z tym w Polsce jest problem: pośpiech, akcyjność, brak czekania na rezultaty.
Niestety mamy taki trend, że co roku musi być coś nowego, jak coś jest kontynuowane przez lata to w pewnym momencie często trzeba się bardzo starać, aby program lub działanie obronić. Niestety jeszcze sporo ludzi uważa, że wystarczy zrobić jakieś okazyjne atrakcje czy fajerwerki i to już jest profilaktyka. Fajerwerki są dobre na Sylwestra. Poza tym warto się uczyć realizacji programów od innych, w wielu krajach realizatorzy nie decydują się na działania jeżeli nie mają rzetelnej diagnozy i sprawdzonych danych, że coś jest potrzebne. Czasem mam wrażenie, że w Polsce ten element jest często pomijany i badania są niedoceniane albo traktowane jako zbędny wydatek, a przecież to dzięki nim możemy określić kierunki racjonalnego wydawania pieniędzy.
W Gdańsku nie macie chyba problemu z realizacją kampanii wieloletnich? Sam jesteś koordynatorem trwającej już dziesięć lat kampanii społecznej „Kieruj bez procentów”.
Sukcesem tej kampanii jest też to, że trwa dziesięć lat, zarządza nim bardzo kompetentna kadra pracowników GCPU i rzadko ktoś pyta, dlaczego kolejny rok to samo. Od ministerstwa, przez policję, nasz urząd nikt nie ma wątpliwości, że nad zmianą postaw trzeba pracować długofalowo, weryfikacji poddawane są jedynie formy oddziaływań. Na ten program pracuje wielu ludzi, ale też moją największą radością jest to, że pracuje nań wiele organizacji: rządowych, pozarządowych, mundurowych, prywatnych osób. Jest to projekt, o którym wielu ludzi i organizacji może powiedzieć: To jest moja kampania.
Podobno różne akcje ostrzegania kierowców nie mają wpływu na zmniejszenie zagrożenia na drogach. Czy wasza kampania jest skuteczna?
W obszarze bezpieczeństwa ruchu drogowego jest tak mało działań, że każde uważam za cenne. Nie chciałbym oceniać innych i porównywać. Odnośnie naszej kampanii. Ze statystyk policyjnych wynika, że na przestrzeni dziesięciu lat spadła liczba nietrzeźwych kierowców. Te wyniki nie muszą być oczywiście skutkiem kampanii. Natomiast policja pomorska widzi zmianę. Biorąc jednak pod uwagę to, że grupa wiekowa młodych osób jest w tych statystykach mniejsza mogłoby to świadczyć o tym , że to wpływ działań edukacyjnych. Przez te dziesięć lat, w których systematycznie wspólnie z Policją i Pomorską Radą BRD pracujemy z młodzieżą w szkołach, uczymy pierwszej pomocy, refleksji nad piciem można nieśmiało przypuszczać, że te tysiące przeszkolonych młodych ludzi, jest teraz kierowcami – ma zdrowy stosunek do alkoholu i dlatego jest ich mniej w policyjnych statystykach.
W Gdańsku jest też realizowany ogólnopolski program policyjny „Profilaktyka a Ty”, w którym między innymi wykorzystuje się spektakle profilaktyczne. Czy rzeczywiście jest to skuteczne narzędzie?
Spędy trzystu dzieciaków, aby obejrzały spektakl o tym, że nie wolno ćpać, a potem posłuchali jakiegoś komentarza i się rozeszli to się nie sprawdza, to jest bez sensu. Miasto Gdańsk przyjęło strategię, że nie kontynuuje takiej formy działań – nie kupujemy spektakli profilaktycznych.
Spektakle realizowane przez grupę gdańskiej młodzieży pracującą w projekcie „Profilaktyka a Ty”, to zupełnie inny teatr. To profilaktyka rówieśnicza i liderska, młodzi ludzie są zaangażowani bezpośrednio w działania na rzecz innych młodych ludzi, a przedstawienie teatralne jest formą wyrażania Ich poglądów. Ogromnie cieszę z tego projektu, chociaż początkowo byłem sceptyczny. Jestem zafascynowany pracą fenomenalnej młodzieży z XX liceum. Bardzo nam dorosłym pomagają w pracy z innymi młodymi ludźmi, także na zasadzie wzajemnej nauki od siebie nawzajem. Kiedy pojawi się w którejś ze szkół jakiś dominujący w tym momencie problem np. przemocy w cyberprzestrzeni czy narkotyki – młodzież przygotowuje przedstawienie, bardzo emocjonalne, dające kopa, a potem my jako specjaliści często z policjantami, wchodzimy w bezpośrednią dyskusję z uczestnikami. Tam nie ma czegoś takiego jak spektakl, koniec, brawa, idziemy do domu i odhaczamy w statystyce „profilaktyka się odbyła”.
Czy twoje doświadczenie w organizacjach pozarządowych przydaje się w pracy w urzędzie, czy ułatwia współpracę z ngo ?
To, że zaczynałem pracę w ngo i to, że poważna część mojego życia zawodowego to „Monar” i „Mrowisko” pomaga mi mam nadzieję wprowadzać do Gdańskiego Centrum otwarcie na współpracę z organizacjami pozarządowymi. Chcemy „wkładać” profilaktykę we wszystko co jest sensowne. Jesteśmy więc w sporcie, współpracujemy z kibicami, organizacjami katolickimi i niekatolickimi jednak kluczowa współpraca opiera się na organizacjach zajmującymi się profilaktyką uzależnień. Jako jednostka miejska nie mamy większych kłopotów ze współpracą z organizacjami. Możemy mieć jakieś starcia merytoryczne, ale mamy swoją politykę, chcemy programów długofalowych, solidnych, takich które dają szansę na efekty. Doświadczenie moje i zespołu GCPU w ngo czasami bardzo pomaga. Można powiedzieć jestem ngos-owym praktykiem urzędnikiem i terapeutą. Od 11 lat pracuję w urzędzie, urzędnicy pracujący w Gdańsku dobrze rozumieją profilaktykę. Mamy naprawdę dobrą i w konkretnych obszarach usług zdrowotnych bardzo wyspecjalizowaną kadrę.
Na koniec pozwólmy sobie na marzenia. O czym marzy i czego sobie życzy profilaktyk.
Żeby młodzież chciała pracować z dorosłymi, żeby dorośli otworzyli się na młodzież i chcieli z nią pracować, szczególnie nauczyciele. Życzę im aby byli przyjaciółmi młodego człowieka i mogli z nim poszaleć w pomysłach, realizacji marzeń, w rozwoju.
Druga rzecz – to co jest naszą, czyli Gdańskiego Centrum siłą – aby były dobre i mocne zespoły profilaktyczne, aby byli w nich ludzie, którzy są otwarci, chcą się uczyć , mają ciągle nowe pomysły, a organizacje pozarządowe aby miały długoletnie, dobre programy i mogły realizować swoje plany w oparciu o stabilny budżet i wsparcie z urzędów.
Dziękuję za rozmowę.

Przypisy   [ + ]

1. (Jolanta Łazuga–Koczurowska obecnie przewodnicząca Zarządu Głównego Stowarzyszenia MONAR