Pomoc na wyciągniecie ręki

Z Mają Ruszpel, teatrolożką z wykształcenia, założycielką fundacji Inspiratornia, dziennikarką, rzeczniczką prasową i współzałożycielką Polskiej Sieci Polityki Narkotykowej rozmawia Elżbieta Szadura-Urbańska

MajaRuszpel
Dlaczego pani „przykłada rękę” – żeby sparafrazować jedno z haseł akcji społecznej Inspiratorni– do przeciwdziałania uzależnieniom?
To był przypadek. A może los. W pewnym momencie życia spotkałam niezwykle inspirujących ludzi. Szczególne znaczenie miała dla mnie możliwość pracy z Kasią Malinowską-Sempruch z Global Drug Policy Programme i doktorem Bohdanem Woronowiczem z Fundacji Zależni-Nie-Zależni. W tym samym czasie moje myślenie o osobach uzależnionych kształtowała lektura książek Wiktora Osiatyńskiego: „Rehab”, „Libacja” i „Rehabilitacja”. Niewiele publikacji, filmów jakie kiedykolwiek powstały tak uczciwie mówi o wychodzeniu z nałogu. Był czas, kiedy fragmenty tych książek umiałam na pamięć – tak mocno mnie poruszyły.
Wierzy pani, że poprzez kampanie społeczne można pomóc ludziom którzy są już uzależnieni?
Tak. Z powodów zawodowych miałam wiele kontaktów ze wspólnotami Dwunastu Kroków. Kiedy obserwuję ludzi, którzy dziś są trzeźwymi alkoholikami to wiem i mam absolutne przekonanie, że z każdego nałogu można wyjść. Jednak przepracowanie tego nałogu to jednocześnie ogromny wysiłek, praca nad sobą. Profesor Wiktor Osiatyński mówi często, że ludzie, którzy uporali się z uzależnieniem prowadzą dużo lepsze życie od tego jakie było ich udziałem zanim zaczęli pić, więc warto.
Jestem przekonana, że większość ludzi, która się uzależnia, używa różnych substancji psychoaktywnych żeby się „samo leczyć”. Jeśli nie mają kompetencji społecznych, nie potrafią radzić sobie ze stresem, sięgają po używki. Po alkoholu, narkotykach czują się po prostu lepiej – rozluźniają się, stają się odważni, towarzyscy. Przykłady można mnożyć. Przecież nikt nie robi tego z postanowieniem, że chce być alkoholikiem, narkomanem . Dlatego wierzę, że na każdym etapie uzależnienia również kampanie społeczne mogą być tym impulsem do szukania zdrowych sposobów na radzenie sobie z problemami. Robiąc badania z osobami używającymi marihuany pytamy po co palą, słyszymy często: po to, żeby poprawić nastrój, łatwiej zasnąć. Substancja psychoaktywna pełni więc taką rolę, jaką w przypadku innych ludzi pełnią leki – antydepresyjne czy antylękowe. Do takich więc osób, które mają niską świadomość siebie, albo np. opory przed pójściem do psychiatry, bo ciągle jeszcze niektórzy wstydzą się stygmatyzacji, docieramy bezpośrednio z kampaniami społecznymi.
Pani kampanii nie zobaczymy w telewizji, ale możemy na nie trafić, albo wręcz brać w nich udział wychodząc z domu – w klubach, na ulicach, ba nawet w toaletach.
Tak to są kampanie, które dzieją się w konkretnych miejscach: na ulicach, w lokalach, w przestrzeni publicznej np. nad Wisłą. Polegają na bezpośrednim dotarciu do ludzi, do których są adresowane. Taką mamy zasadę, że chcemy trafiać do ludzi, rozmawiać z nimi jak najbardziej bezpośrednio. Bo kampanie są zawsze połączone z dyżurami streetworkerskimi, możliwością porozmawiania, uzyskania porady.
Wchodzicie z poradami do klubów?
Teraz już nie. Na początku zaczynaliśmy od klubów, ale było trudno, bo właściciele niezbyt chętnie wydawali zgodę na dyżurowanie naszych współpracowników. Oni doskonale wiedzą kto i jakich substancji używa, ale nie decydują się na taką formę działań, ponieważ boją się, że przez to mogą stracić klienta, który stale co piątek jest ich gościem. Przykre.
Kampania społeczna „Miasto wciąga” miała niezwykle sugestywne gadżety i jak wiem to były pani autorskie pomysły.
Klubowicz wchodząc do toalety mógł przyłożyć dłoń do dłoni narysowanej na kartce powleczonej farbą termoaktywną i pod wpływem ciepła jego dłoni na kartce wyświetlały się pewne informacje. Graliśmy sytuacją oraz słowami: hasło na ulotce prowokowało: PALISZ JOINTY? TO PRZYŁÓŻ RĘKĘ!. W momencie, gdy ktoś przykładał rękę dostawał odpowiedź na gest który wykonał. Na jednej, po odczytaniu zachęty „że pomoc jest na wyciągnięcie dłoni” pojawiały się informacje dotyczące tego, gdzie można zasięgnąć porady terapeutycznej jeśli nadużywa się marihuany; na kolejnej – też na zasadzie gry słów i sytuacją – czy wiesz, że „przykładasz rękę do rozwoju narkobiznesu?”. Uświadamiały, że jeżeli kupujesz narkotyki, palisz jointy tak naprawdę składasz się na… honoraria mafii i tak dalej.
O ile mogę wyobrazić sobie, że ktoś kto zaczyna mieć problemy z narkotykami zainspiruje się hasłem, że pomoc jest na wyciągnięcie ręki, to nie za bardzo wierzę, że przestanie sięgać po używki bo się przejmie rozwojem narkobiznesu.
Myśmy nie tylko zostawiali te kartki w toaletach, ale też roznosiliśmy sami i rozmawiali z ludźmi. Ten pomysł, oparty na zabawie, grze słowami i sytuacją, prowokujący, wzbudzał ciekawość, wyzwalał w ludziach aktywność. Wiele osób nie tylko na miejscu sprawdzało, co jest napisane pod farbą, ale też zabierało te „dłonie” ze sobą do domu. Nie rozmawialiśmy z osobami, które są nietrzeźwe, te spotkania trwały nawet po kilkadziesiąt minut i na pewno wzbudzały refleksję, że sięganie po narkotyk ma swoje różne skutki.
Miała Pani więcej takich interaktywnych pomysłów.
Pierwsza edycja tej akcji to było rozlepianie imitacji narkotyków, tak jakby przypadkowo narkotyk spadł na ziemię i leżał na podłodze i można się było po niego schylić. Różne tabletki, ekstazy, jointy…
To niemalże jak podkładanie w podstawówce portfeli na sznurku. Przyłapany na takim procederze czuł się bardzo skonfundowany…
Tak, nam jednak zależało nie na zawstydzeniu, ale zaciekawieniu, wzbudzeniu chęci sięgnięcia po tę atrapę, zwróceniu uwagi i dotarciu z informacją, a przy okazji przeczytaniu możliwości skorzystania z porad prawnych. Znakomita większość ludzi nie wie, że za posiadanie narkotyków grożą surowe kary. A często są to osoby, które poza takimi incydentalnymi przypadkami nie mają kontaktu z narkotykami, nie mają ich dużych ilości, nie są dealerami. Nie są to przestępcy ale np. studenci którzy przy okazji jakiejś imprezy, spotkania z przyjaciółmi mieli przy sobie – tego już można powiedzieć przysłowiowego – jointa. Jeżeli zostaną przyłapani i dostaną np. wyrok w zawieszeniu będzie to dla nich w przyszłości ogromnym problemem w znalezieniu pracy, w uzyskaniu wizy itp.
Inna wasza akcja –mural z wypowiedziami znanych osób na temat polityki narkotykowej w Polsce. Czy pani uważa, że człowiek, który będzie spokojny, że nic mu nie grozi za posiadanie narkotyków ograniczy ich używanie?
Pytanie kiedy ten ktoś jest spokojny? Okazuje się bowiem, że ludzie, którzy mają te niewielkie ilości narkotyków nie wiedzą, co im grozi za ich posiadanie. Bardzo dużo ludzi w Polsce nie zna prawa, publicznie tego jointa wyciąga nie wiedząc, że jest to karalne. W momencie kiedy zostaną zatrzymani przez policję świat im się wali. Zwykle dzwonią do mnie rodzice, że syn został zatrzymany, że potrzebują szybko porady prawnika, nie wiedzą co mają robić, bo nigdy nie byli w takiej sytuacji.
Tak więc nie chodzi wam w tej akcji, o to, żeby ludzie mniej palili tylko, żeby z powodu swojej niewiedzy i powiedzmy incydentalnego wygłupu nie zmarnowali sobie życia?
Wydaje mi się że poruszamy kilka wątków w tej rozmowie i postaram się je uporządkować tak, jak je rozumiem. Pierwsza sprawa – z badań np. Agnieszki Sieniawskiej z Biura Rzecznika Praw Osób Uzależnionych wynika, że takim typowym „przestępcą” narkotykowym jest młody mężczyzna między18 a 22 rokiem życia zatrzymany przez policję powiedzmy w piątek wieczorem, w okolicy jakiegoś klubu. Szedł sobie napić się wina czy piwa i miał akurat przy sobie marihuanę, bo to najczęściej bywa marihuana. I jeżeli taki człowiek zostanie zatrzymany, to będzie dla niego ogromny wyłom w życiu. Drugi aspekt to kwestia regulacji prawa, w jakim kierunku poprowadzić jego zmiany. Czy brać przykład z dobrych wzorców niektórych krajów europejskich gdzie są tabele wartości gramatury i np. do 3 gram marihuany grozi za ich posiadanie grzywna lub prace społeczne, albo konsultacja przed komisją oceniającą czy jesteś uzależniony. Jeżeli jesteś, dostaniesz skierowanie do terapeuty uzależnień. Jest duży wachlarz możliwości prawnych, które osadzają te sprawy w obszarze zdrowia publicznego, a nie jak w naszym kraju prawa karnego. Ja byłabym za tym, żeby to traktować w kategoriach zdrowia, pomocy.
Do swoich akcji organizowanych w Warszawie….
Ostatnio przeprowadziliśmy akcję także w Łodzi.
…zapraszacie znane osoby. Czy łatwo jest zachęcić je do udziału w kampaniach społecznych.
Nikt nam nie odmówił, co więcej muzyk Tomek Lipiński z zespołu Tilt użyczył nam nawet tytułu swojej piosenki „Miasto wciąga” do naszej społecznej kampanii. Pierwsza nasza akcja, o której już tu wspominaliśmy – mural mógł powstać dzięki zaangażowaniu: posła Marka Balickiego, muzyka Tomasza Lipińskiego, prof. Wiktora Osiatyńskiego, dr Kariny Chmielewskiej IPIN, Katarzyny Malinowskiej- Sempruch z Global Drug Policy oraz trzech dziewczyn które były uzależnione od heroiny. „Leczyć zamiast karać” hasło wypisane na muralu doskonale obrazuje nasz stosunek do problemu uzależnień w Polsce.
Tak jak w kolejnym realizowanym przez was programie Candis – jeżeli bierzesz narkotyki i chcesz sobie pomóc my ci podpowiemy gdzie się udać, ale nie zmuszamy cię do niczego.
Od dwóch lat prowadzimy terapię Candis dla osób które używają konopi. To fantastyczny program ponieważ to pacjent decyduje, czy chce pracować nad całkowitym zaniechaniem, czy też ograniczeniem używania narkotyków. Nie oczekujemy abstynencji, jak na wielu terapiach istniejących w Polsce! I co ciekawe w trakcie terapii, pracy nad sobą aż 80% tych którzy zamierzali jedynie ograniczyć używki zdecydowali się ostatecznie na… całkowitą abstynencję. W momencie, kiedy mają wybór, wybierają ją sami z siebie. Na marginesie, wiele polskich akcji dotyczących przeciwdziałania uzależnieniom bazuje na komunikatach zastraszających, a to jak wiemy nie motywuje. My chcemy unikać zastraszania.
Jak dużo ludzi przeszło terapię w programie Candis?
Około 140 osób, głównie młodych, między 17 a 34 rokiem życia, ale w tym roku był też mężczyzna 49- letni. Decyzja o przystąpieniu do programu jest często związana z jakimś ważnym wydarzeniem w ich życiu (będą mieli dziecko, biorą ślub).
Pani zajmuje się też uzależnieniami behawioralnymi. Mam wrażenie, że ciągle u nas jest to problem niezauważany, bagatelizowany a przy niektórych uzależnieniach jak np. pracoholizmie traktowany bywa nawet jako powód do dumy.
Tak mówią badania z 2012, przeprowadzone przez CBOS. Ich wyniki były dla mnie inspiracją do przeprowadzenia dwóch akcji odnośnie tych uzależnień – powstało w Warszawie grafitti dotyczące uzależnienia od hazardu, zakupoholizmu i pracoholizmu, które zrobiłam z wybitnym grafikiem Robertem Poryzałą. A potem był pomysł na audycje radiowe w Polskim Radiu RDC, od kiedy szefową tego radia została Ewa Wanat. W efekcie, przez ponad pół roku wieczorem rozmawialiśmy ze słuchaczami. W Polsce badania nad uzależnieniami behawioralnymi są dopiero od niedawna. Na poważnie zaczęliśmy zajmować się tym problemem z chwilą powołania Funduszu Rozwiązywania Problemów Hazardowych. Świadomość społeczna, jak wynika z badań CBOS, na temat uzależnień behawioralnych jest bardzo nikła. Spotykamy się z takimi stereotypami, że hazardzista to tylko ktoś lekkomyślny, zakupoholik to po prostu bogaty, który ma pieniądze na zakupy. Jesteśmy zatem dopiero na początku drogi, żeby ten temat oswajać. Moja intuicja pijarowca i ekspertki do spraw mediów i kampanii mówi mi, że pierwszych efektów i zmian możemy oczekiwać za jakieś pięć lat.
Czego można się jeszcze po Fundacji Inspiratornia spodziewać?

Chcemy nadal realizować projekt „Miasto wciąga”. W informacjach jakie przekazujemy w kampaniach opieramy się na skuteczności, na wynikach badań naukowych i dowodach, a w efekcie podejmujemy z odbiorcami racjonalny dialog. W Polsce nadal niestety próby racjonalnej rozmowy o narkotykach bywają odbierane jako propagowanie narkotyków… Mam nadzieje, że niedługo wyjdziemy z tych dwóch skrajności albo, że straszymy albo, że namawiamy. Kilka lat temu, kiedy analizowałam materiały prasowe dotyczące narkotyków, to były ich tylko dwa rodzaje: albo informacje, że policja coś przechwyciła, rozbiła gang narkotykowy albo, że się pojawiły dopalacze. Coś się jednak zmienia. Do niedawna nie było w ogóle takiej dyskusji, jaką się udało zbudować ostatnio.

Duża w tym zasługa Fundacji Inspiratornia. Życzymy dalszych niekonwencjonalnych pomysłów.