Język żyrafy, język szakala – cz.I

W 2002 r. w Polsce ukazało się tłumaczenie książki Marshalla Rosenberga, pt. „Non Violent Communication”. NVC to nie tylko tytuł książki, ale także nazwa metody porozumiewania się.

„Porozumienie bez przemocy” to styl komunikowania, który pozwala prowadzić nieinwazyjny, nieagresywny, nieprzemocowy dialog nie tylko w sytuacjach łatwych czy przyjemnych, ale – zwłaszcza – w trudnych.
W tego typu komunikacji punktem wyjścia są zachowania czy wypowiedzi drugiej osoby, których nie akceptujemy i które wyzwalają w nas przykre odczucia, w efekcie prowadząc do naruszenia wzajemnych relacji. Czteroelementowy wzór komunikatu, proponowany przez M. Rosenberga w ramach NVC stanowi konstruktywną alternatywę wobec takich sytuacji, dając rozmówcom szanse zarówno uniknięcia komunikacyjnych barier, jak też uzyskania satysfakcjonującego porozumienia.

Przemocowe słowa – czy przemocowy styl?

Polskie tłumaczenie – zarówno tytułu jak i koncepcji – jakkolwiek poprawne i zapewne najlepsze z możliwych, posiada pewną niedoskonałość, o której przekonywałem się osobiście, gdy posługiwałem się tą nazwą, zaś słuchacz sądził, że chodzi po prostu o to, by w trakcie porozumiewania nie stosować przemocy. Za tym szło przekonanie, że przecież skoro nie używam przemocy, to automatycznie oznacza, że wszystko jest w komunikacji jak należy i w zasadzie nie ma o czym mówić.
Tymczasem chodzi o coś więcej – o cały styl porozumiewania się, oparty na konkretnych zasadach, który jest ściśle konkurencyjny w stosunku do odmiennego, „przemocowego” stylu. Ten pierwszy jest „nieprzemocowy” nie tylko dlatego, że nie „dodajemy” do niego przemocy, lecz dlatego, że ma „nieprzemocową” konstrukcję. Ten drugi – analogicznie – jest „przemocowy” nie dlatego, że ewentualnie „dodaliśmy” do niego mniej czy więcej przemocy, ale również dlatego, że ma określoną konstrukcję, na skutek której staje się „przemocowy” niejako sam w sobie, z definicji i od samego początku.

Zatem „przemocowość” języka jest tutaj traktowana nieco szerzej, niż tylko jako obecność tradycyjnych, agresywnych form wypowiedzi, takich jak słowny atak, wyzwiska czy obelgi, tradycyjnie i jednoznacznie traktowane jako werbalna agresja. Tutaj językiem przemocy jest już język ocen, osądów, obwiniania, oskarżeń, negatywnych interpretacji i negatywnych „diagnoz” rozmówcy, czy też jego zachowań. Przemocowym jest więc tutaj nieledwie każdy komunikat, sformułowany w języku „ty” (ty jesteś „nie-OK”, w taki czy inny sposób). Język ten został przez Rosenberga obrazowo nazwany „językiem szakala”.

Tak się składa, że zarówno w języku angielskim jak i polskim, słowo – „szakal”, wywołuje podobne, negatywne skojarzenia. I o nie właśnie tutaj chodzi. Jest to bowiem język „ujadania”, „szczekania”, „jazgotu” – ataku, oskarżeń, obwiniania. Język, w wyniku którego powstają zranienia, skaleczenia, zadrapania. Jego celem nie jest porozumienie, lecz wygrana. Oczywiście własna – co automatycznie oznacza przegraną rozmówcy. Jest to więc język siły, używanej przeciwko niemu, który ma go zranić, poniżyć, osłabić. Co ciekawe, ponieważ nierzadko obu rozmówcom przyświecają podobne motywy czy cele – więc najczęściej nikt nie wychodzi z takiej rozmowy bez szwanku. Dlatego często trudno wskazać zwycięzcę – mamy raczej do czynienia z dwojgiem „przegranych”. Co najwyżej jeden z nich jest mniej albo bardziej poraniony niż drugi.

Dlaczego żyrafa?

Alternatywą języka szakala jest „język żyrafy” albo „język serca”. Rosenberg wyjaśnia, że określenie ma związek z faktem, iż podobno żyrafa ma największe serce spośród lądowych ssaków. Dlatego żyrafa. A dlaczego serce? Bo serce jest symbolem emocji i potrzeb. I jeśli mówię o swoich emocjach i potrzebach, to używam języka nieinwazyjnego. Bo nie mówię o tobie – ale o sobie. To znany skądinąd komunikat JA – alternatywny wobec komunikatu TY, który nie jest wytworem „serca”, lecz oceniającego i „diagnozującego” umysłu.

Zdaniem Rosenberga mamy w gruncie rzeczy do czynienia tylko z dwoma podstawowymi rodzajami komunikatów, czy też dwoma „językami”: albo jest to język interpretacji i ocen, dotyczących CIEBIE, a dokonywanych przez mój umysł, który cię obwinia, bądź oskarża – albo jest to język MOICH emocji i potrzeb.

I nie ma trzeciej możliwości. Gdy bowiem komunikacja dotyczy tego, co dzieje się między nami, to mamy do dyspozycji tylko te dwa rodzaje komunikatów, czyli dwa „języki”: albo mówię o TOBIE, albo mówię o SOBIE. Albo INFORMUJĘ, co dzieje się z moimi emocjami i potrzebami, albo INTERPRETUJĘ przy pomocy mojego umysłu to, co rzekomo, moim zdaniem, dzieje się w tobie – jakie, według mnie, masz właściwości, intencje czy cechy.

Wiedza czy fantazja?

Problem w tym, że mam dostęp tylko do wiedzy o sobie samym, więc tylko informacja o mnie samym może być rzetelna i trafna (o ile jest uczciwa i szczera). Ponieważ nie mam bezpośredniego dostępu do twojego wnętrza – twoich emocji, intencji czy potrzeb – więc wszystko co powiem na TWÓJ temat to wytwór mojej fantazji bądź uprzedzeń.

Fantazjując na twój temat ani niczego o tobie się nie dowiaduję, ani też niczego o tobie nie mówię – bo mówię tylko o wytworach swojej wyobraźni. Niestety, mogę przy tym ulegać fałszywemu wrażeniu, że naprawdę coś o tobie wiem, choć ta rzekoma wiedza nie pochodzi z właściwego źródła – bo jej źródłem nie jesteś tylko ty, lecz moje fantazje na twój temat.

Kiedy już wiemy, co komunikować, pozostaje nam odpowiedzieć na pytanie – w jaki sposób to robić. Jaką postać – formę, konstrukcję – nadać wypowiadanym słowom, zdaniom, treściom? Na początek zauważmy, że wybór „języka” – czy to „żyrafy”, czy „szakala” – ma znaczenie i zastosowanie przede wszystkim w sytuacjach trudnych, w których przeżywamy nieprzyjemne emocje, związane z jakimiś uciążliwymi, niewygodnymi dla nas, czy po prostu nieakceptowanymi przez nas zachowaniami potencjalnego rozmówcy. Bo to właśnie w takich sytuacjach pojawia się ryzyko sporu, kłótni, awantury czy – przynajmniej – nieporozumień. W sytuacjach łatwych i przyjemnych na ogół radzimy sobie dobrze, dopiero trudne i nieprzyjemne stawiają przed nami wyzwania, którym nie zawsze potrafimy sprostać. I nawet jeśli nie zawsze wymykają nam się całkowicie spod kontroli, to często ponoszone w takich wypadkach uszczerbki i trudy sprawiają, że nasza satysfakcja jest co najmniej niepełna. Toteż „język żyrafy” jest tym sposobem komunikowania się, który – zwłaszcza w sytuacjach problemowych – staje się użytecznym narzędziem zarówno rozwiązania problemu, jak też osiągnięcia porozumienia i uzyskania satysfakcji.

Cztery komunikaty w modelu NVC

Po uwzględnieniu powyższych założeń i uwag, możemy pokusić się o przedstawienie niejako „technicznego” wzorca wypowiedzi w ramach modelu NVC według Rosenberga. Wzór ten obejmuje cztery wątki tematyczne. Pierwszy z nich to opis TWOJEGO zachowania – oczywiście pozbawiony jakichkolwiek interpretacji czy ocen. Drugi wątek – to informacja o MOICH emocjach, jakie pojawiają się we mnie w tej sytuacji. Te dwa elementy wypowiedzi przybiorą zatem łącznie następującą postać: 1) Gdy ty robisz/mówisz to i to, 2) wtedy ja czuję.

W tym miejscu zatrzymajmy się na chwilę. Czyż bowiem czegoś nam to nie przypomina? Czy nie rozpoznajemy w tym sformułowaniu czegoś od dawna znajomego? Owszem, to nic innego, jak powszechnie znana, szeroko stosowana i zalecana informacja zwrotna. Wygląda więc na to, że przynajmniej do tego momentu Rosenberg nie zaproponował na razie niczego nowego. I w samej rzeczy, jego zasługa niekoniecznie polega na całkowitej oryginalności, co raczej na użytecznym i praktycznym skomponowaniu kilku różnych elementów komunikacji, zarówno tych mniej jak i bardziej znanych, z czego powstała dopiero pewna oryginalna i swoista dla tego modelu całość.

Toteż gwoli sprawiedliwości zauważmy, że kolejne dwa elementy w jego komunikacyjnym wzorcu, jakkolwiek same w sobie też znane od dawna, to jednak – zwłaszcza w powiązaniu z wcześniejszymi – układają się w konstrukcję zarówno niezmiernie logiczną, jak też zgrabną i kompletną, Bo oto trzeci element tej konstrukcji to wyrażenie – oprócz emocji – także i mojej potrzeby. Ten trzeci element w tradycyjnej informacji zwrotnej nie występuje. Ale to nie wszystko. Bo potrzeba nie jest tu traktowana tylko jako dodatkowy czy uzupełniający – wiec zapewne wzbogacający ją – element, lecz pozostaje w wyraźnym i bardzo istotnym związku przyczynowym z wcześniejszą informacją o emocji. Na czym polega ten związek?
Gdzie jest przyczyna twoich emocji?

Na tym, że potrzeba jest traktowana jako rzeczywista PRZYCZYNA emocji. Mówiąc inaczej emocja jest przez Rosenberga traktowana jedynie jako wskaźnik czegoś bardziej podstawowego, mianowicie naszej, takiej czy innej, potrzeby. Emocja mówi nam po prostu, co dzieje się z jakąś naszą potrzebą. Jeśli potrzeby są zaspokajane, towarzyszą temu emocje przyjemne, pozytywne. Jeśli potrzeby doznają uszczerbku, towarzyszą temu emocje nieprzyjemne, negatywne.

Zatem wracając do wzorca wypowiedzi i wyrażając kolejno wszystkie trzy wymienione dotąd jego elementy, będzie to wyglądać następująco: 1. Gdy ty robisz/mówisz… 2. wtedy ja czuję… 3. PONIEWAŻ potrzebuję…. Zilustrujmy to konkretnym przykładem: „1. Gdy włączasz wieczorem głośną muzykę, 2. odczuwam niepokój i złość, 3. bo zależy mi na tym, by się dobrze wyspać przed jutrzejszym wyjściem do pracy”. W tej konstrukcji, dla jej pełni, brakuje, zdaniem Rosenberga, jeszcze jednego, czwartego i ostatniego już elementu; mianowicie prośby o zmianę zachowania. W naszym przykładzie może ona wyglądać np. tak: „4. Dlatego proszę cię, abyś (przyciszył radio/założył słuchawki/odłożył słuchanie do jutra?” itp.).

Dopiero wszystkie te cztery elementy sprawiają, że mój komunikat wobec rozmówcy staje się czytelny i kompletny, a jednocześnie mieści się w formule neutralnej informacji, nie przekraczając granicy inwazji na psychologiczne terytorium partnera rozmowy. Ten wzorzec rozmowy zwiększa prawdopodobieństwo i daje nadzieję na konstruktywny przebieg rozmowy a także utrzymanie pozytywnych relacji z rozmówcą. Gdybyśmy jednak chcieli być mistrzami albo gdyby okazało się, że mimo naszych wysiłków nie wystarczą nam same tylko podstawowe zasady, to w kolejnym artykule zajmiemy się dodatkowymi szczegółami, dzięki którym łatwiej nam będzie uniknąć pewnych pułapek i błędów.

Autor jest psychologiem, psychoterapeutą, prowadzi działalność edukacyjną.

Opublikowano za zgodą ETOH Fundacji Rozwoju Profilaktyki, Edukacji i Terapii Problemów Alkoholowych.
Publikacja pierwotna: miesięcznik „Remedium” nr 4/2013.